środa, 15 czerwca 2016

Rozdział 2

Xav

Dni mijały powoli. Wszyscy przyzwyczaili się do obecności bruneta, który mnie osobiście po prostu wkurzał. Po długim wykładzie całej grupy na temat mojego zachowania godnego dupka powiedziałem, że mogą robić co chcą, ale ja nie będę ich potem ratować.
Oczywiście nie było to prawdą, ale mnie poniosło.

Z dnia na dzień stwierdzałem, że popełniłem błąd wracając po chłopaka. Może mogłem mu zaufać i po prostu odejść. Wszyscy byli by szczęśliwi, nieprawdaż?
Westchnąłem, przeczesując swoje włosy.

Dzisiaj był pod ostatni dzień wakacji i wszyscy szliśmy do klubu. Dosłownie wszyscy, bo pewne osoby nie zgodziły się na zostawienie Oliver'a w domu. Prychnąłem i biorąc kurtkę opuściłem pokój.


Schodząc na dół już wszyscy czekali. Brunet był ubrany w białą koszulę i czarne z dziurami na kolanach jeansy. Spojrzał się na mnie na co prychnąłem. Sama jego osoba mnie irytowała.

-Coś nie tak księżniczko? -spytałem ironicznie.

-Mógłbym o to samo się zapytać królewiczu -odpowiedział z nikłym wyzwaniem w oczach. Posłałem mu lekki uśmiech. Można było zauważyć, że przebywając tu jego charakter się wyostrzył.



-Wracasz jutro do domu -odparłem mijając zaskoczoną grupę osób i podchodząc do drzwi.
Spojrzałem na czekające już dwa auta i mój kochany motor.

-Serio? Skąd ta zmiana? -dogonił mnie z uśmiechem. -A może cię podmienili!

-Nie mam cię po prostu dość -odparłem podchodząc do motoru z chłopakiem wciąż depczącym mi po piętach. -Według zostawionej wiadomości byłeś ze znajomymi ciesząc się ostatnimi tygodniami wakacji.

-Miło... - mruknął zamyślony i ruszył do samochodu z którego machał mu już Jake.

Ten człowiek serio ma na niego chcice. Nie zdziwiłbym się jakby dziś zaciągnął do łóżka Oliver'a. Pokręciłem głową odpalając i ruszając w stronę klubu na obrzeżach miasta. Droga nie zajęła mi długo, nie żebym się przejmował ograniczeniami. Zostawiając motor na parkingu ruszyłem w stronę wejścia, przywitałem się z ochroną i wszedłem do środka. ominąłem parkiet i wszedłem metalowymi schodkami na półpiętro, na którym znajdowały się stoliki i loże, które można było rezerwować. Właśnie tam podszedłem zamawiając uprzednio alkohol.

Rozmawiałem właśnie z przystojnym kelnerem, gdy do stolika podeszła reszta grupy. Upiłem łyk whiskey ze szklanki patrząc na zbierającego zamówienia mężczyznę, który parę razy podnosił głowę by posłać mi słodki uśmiech.

Westchnąłem. Niestety był za młody jak dla mnie.

-Xavvvv... - spojrzałem na szatyna.

-Jakkkeee... - zacząłem go naśladować.

Ten prychnął na to jak obrażony kot.

-Czy naćpanie kogoś jest zueee? -spojrzałem na niego, a następnie na szklankę, którą Oliver właśnie podnosił do ust. Nie zastanawiając się zabrałem mu ją na co posłał mi wściekłe spojrzenie.

-Jeśli chcesz się z nim przespać to mu to powiedz, bo za to co chciałeś zrobić mógłbyś stracić jaja.

-O co chodzi? - spytał zły brązowooki.

-Jake chce cię przelecieć -powiedziałem tonem jakiego się używa do rozmowy z dziećmi. 

Brązowooki zamilkł. Jego wzrok zatrzymał się na wspomnianej osobie i na szklance którą teraz ja trzymałem.

-Chciałeś mnie naćpać?

Oliver jakoś nie był tym poruszony co mnie ogromnie zdziwiło. Czekałem na jakieś krzyki, cokolwiek. Wstał on jedynie i pstryknął Jake'a w czoło palcami, po czym odszedł w tłum ludzi.

-Eee...Co? - szatyn zaczął mrugać zdezorientowany.

-Ta dzisiejsza młodzież -mruknąłem przewracając oczami. Wstałem ze szklanką i podszedłem do Alexa, który stał przy barze podając zamówienia barmanowi. Podałem mu szklankę. A na jego pytający wzrok parsknąłem śmiechem.

-Nie pytaj. -posłał mi on lekki uśmiech i zniknął na chwilę.

-Zaraz kończę swoją zmianę. Masz ochotę jeszcze na coś? - spytał podchodząc z powrotem do baru. Posłałem mu lekki uśmiech i zamówiłem whiskey z lodem. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Chłopak był zabawny i słodki, ale po prostu brakowało mu tego czegoś.

Chciałem wrócić do stolika, gdy jakaś dziewczyna pociągnęła mnie za ramie i pociągnęła w stronę parkietu. Okazało się, że to moja siostrzyczka. Przewróciłem oczami i zacząłem tańczyć do szybkiej muzyki z wesołą istotą przede mną.

-Jake chyba się załamał - zaśmiała się. -Szczerze reakcja Oliver'a była do przewidzenia.

-Tak sądzisz? - zapytałem dziwiąc się.

-Wiesz. Jest on bogaty. Jake z nim już rozmawiał i dowiedział się, że w dodatku twoja księżniczka jest prawiczkiem. Trochę logicznego myślenia. Dziewczyny leciały tylko na jego kasę i popularność. Zbrzydło mu się to. Stąd nie wzruszona reakcja.

-Zadziwiasz mnie siostrzyczko - odparłem.

-Zawsze byłam bardziej spostrzegawcza niż ty. -zaśmiałem się, a ona po chwili dołączyła do mnie. Czułem lekkie działanie alkoholu, gdy zmęczeni tańcem wracaliśmy do stolika. Jake siedział zapijają najwyżej smutki, a reszta wydawała się po prostu świetnie bawić. Przy stole siedział nawet Oliver wesoło rozmawiając z Jaredem.

-Widziałem tu twoją barbie -oznajmił z wyszczerzem Will, a ja od razu szybko się rozejrzałem, na co on i moja siostra wybuchnęli śmiechem. Posłałem im urażone spojrzenie.

-To nie jest śmieszne... -fuknąłem siadając obok bruneta.

-Jake cię tym razem nie uratuje. Lepiej porwij szybko kogoś - nadal cicho śmiał się blondyn.

Spojrzałem się na niego znacząco na co on podniósł dłonie w akcie poddania się.

-Ja się w to nie piszę - skrył się za moją siostrą na co warknąłem cicho i w tłumie zobaczyłem ową tapeciarę aka barbie ze sklepu. -Idzie tu...

-Zabije mnie albo zgwałci. Albo oba -lamentowałem, gdy dziewczyna była już prawie przy nas chwyciłem dłoń bruneta i pociągnąłem go w drugą stronę. -Jeśli mi pomożesz spełnię jedną twoją zachciankę -oznajmiłem prawie wbiegając na parkiet z patrząc na niego z prośbą w oczach.

Oliver uśmiechnął się złośliwie co widziałem pierwszy raz. Zawiesił swoje dłonie na moim karku i zaczął tańczyć do rytmu muzyki.

-Czyżby barbie ze sklepu nawiedziła klub? - spytał cichym szeptem wprost do mojego ucha.

-Mogłaby nawiedzać cmentarz, resztę kontynentu, domy spokojnej starości albo kościół. Tam nigdy mnie nie ma -jęknąłem w odpowiedzi. Rozglądając się ukradkiem za wspomnianą osobą.

Brunet parsknął śmiechem i wesoło się uśmiechnął. Muszę to szczerze przyznać, Oliver miał piękny uśmiech.  Moje ręce wylądowały z przyzwyczajenia na jego biodrach.

-To nie jest śmieszne. Ja się nawet za takimi osobami nie oglądam się, a to podchodzi i próbuje mnie publicznie molestować -oznajmiłem nieszczęśliwym tonem.

-Lepiej coś wymyśl bo jest tuż za tobą - powiedział szeptem. Prawie się zatrzymałem w miejscu na tą wiadomość. A potem zrobiłem pierwszą rzecz jaka przyszła mi do głowy. Położyłem dłoń na karku bruneta i pochyliłem się lekko go całując.

Oliver

Gdy tylko poczułem usta chłopaka na swoich spiąłem się. To nie było to samo co pocałunek z jakąś dziewczyną. Tutaj  zostałem wręcz  zdominowany przez zielonookiego.

Zacząłem odwzajemniać pocałunek i wcielać się w rolę. Już po chwili usłyszeliśmy oburzone prychnięcie owej dziewczyny. Delikatnie odsunąłem się od Xav'a.

-Dam ci znać co do tej przysługi - odpowiedziałem. Zielonooki kiwnął głową i z lekkim uśmiechem zniknął w tłumie, kierując się chyba do wyjścia. Chwilę stałem jeszcze w miejscu, a następnie ruszyłem w stronę grupki znajomych.

-Księżniczka buzi buzi robiła z królewiczem! -wykrzyknął radośnie podpity Nathan.

-Ratowałem go od barbie. Przysługa za przysługę, nic więcej. -ten nie przejmując się moimi słowami nucił sobie weselną muzyczkę.

-Słodzieśnieeee razem wyglądalliście -oznajmił chłopak przerywając na chwilę nucenie.

Wywróciłem oczami i z cichym śmiechem odebrałem chłopakowi z rąk szklankę wypełnioną bursztynową cieczą. Whisky. Upiłem łyk i czując pieczenie w przełyku uśmiechnąłem się.

-Kto gra w butelkę?!

*

Przyjechaliśmy prawie nad ranem do ich posiadłości. Siostra Xavier'a była kierowcą oraz Jordan. Ledwo sam wszedłem do salonu. Siedział w nim zielonooki.

Mówiłem sobie, że się nie opiję...Nie wyszło. Przez Nathana i Jake'a zostałem wplątany w ich dziwną grę.

Opadłem na kanapę przytulając się do Xav'a.

-Cześć królewicuu - mruknąłem owijając go w pasie jak pluszowego misia. Ten oderwał wzrok od filmu i spojrzał na mnie z pytaniem w oczach. Chichoczące towarzystwo stało w wejściu do salonu przyciągając wzrok bruneta.

-W co się wplątałeś?

-Gręę...To przez nich - powiedziałem jak małe dziecko pokazując palcem dwóch chłopaków nadal trzymających się prosto.

-Idźcie spać ludzie, a nie... później się możecie pobawić -oznajmił chłopak patrząc na nas.

Nie ruszyłem się z miejsca. Było mi tu wygodnie i cieplutko. Chciałem tu zostać z zielonookim. Reszta mamrocząc chwiejnym krokiem ruszyła w stronę schodów.

-Ty też powinieneś -mruknął spoglądając na mnie tymi zielonymi oczami.

-Ale nie cie - jęknąłem chowając głowę w jego koszulce. Chłopak westchnął obejmując mnie ramieniem i wracając do filmu.

Chwilę wpatrywałem się w twarz chłopaka i miałem wielką ochotę poczuć drugi raz jego miękkie usta. Możliwe, że nie myślałem trzeźwo. Dobra, żadne 'możliwe', na pewno nie myślałem trzeźwo. Uniosłem się delikatnie i przyciągnąłem twarz chłopaka do swojej. Ten z lekkim ociągnieniem odsunął się ode mnie.

-Nie myślisz trzeźwo Olli -powiedział spokojnym głosem.

-Xav... - jęknąłem przechodząc na jego kolana. -Proszę...

Chłopak przyglądał mi się przez chwilę, a następnie objął moją twarz przyciągając ją do swojej i łącząc nasze usta w powolnym pocałunku. Mruknąłem zadowolony i zacząłem błądzić rękami po ciele bruneta. Rozpiąłem jego koszulę i chciałem zabrać się za spodnie, ale zostałem powstrzymany. Spojrzałem z niezadowoleniem na zielonookiego, który posłał mi lekki uśmiech i zjechał ustami na moją szyję, przy okazji pozbywając się mojej koszuli. Wstał trzymając mnie z pośladki. Nogi owinąłem wokół jego bioder i połączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku.  Xav zaczął iść w stronę schodów.

Nogą pchnął ciemne drzwi i ukazał nam się, jak myślałem pokój chłopaka. Drzwi zostały zamknięte, a ja położony na łóżku. Nade mną zawisł brunet.

-Ja...nigdy tego nie robiłem - wysapałem czując z powrotem usta chłopaka na sobie.

-Powiedz słowo, a przerwiemy -oznajmił patrząc mi prosto w oczy. Następnie wrócił do zwiedzania ustami mojego ciała. Gdy pozbył się moich spodni pierwszy raz od dawna poczułem rumieniec wkradający się na moje policzki. Zielonooki posłał mi pożądliwe spojrzenie i wciąż utrzymując kontakt wzrokowy wziął mnie do ust. Jęknąłem cicho zaciskając palce na prześcieradle.
Brunet poruszał powoli głową doprowadzając mnie do szaleństwa. W pewnym momencie poczułem jak coś śliskiego wsuwa się między moje pośladki. Spiąłem się lekko lecz po chwili jęczałem z rozkoszy. Chłopak się nie śpieszyły wszystko wykonywał denerwująco powoli, ale w tak wspaniały sposób, że nie miałem ochoty mu przerywać.

*

Poczułem na twarzy ciepłe promienie słoneczne. Powoli otworzyłem jedno oko, a następnie drogie. Jęknąłem zamykając je z powrotem. Było za jasno. W głowie czułem pulsujący ból.

Po paru minutach w końcu otworzyłem oczy i rozejrzałem się. To nie był pokój  który zajmowałem. Na ziemi znajdowały się moje ubrania razem z bielizną na co się spiąłem.

-Co jest do cholery? - mruknąłem zachrypniętym głosem. Usiadłem na co syknąłem z bólu. Moje dolne partie ciała bolały mnie jak bym spadł ze schodów na tyłek. Znaczyło to tylko jedno. Przełknąłem powoli ślinę i wstałem ubierając po drodze ciuchy.

Wyszedłem z pokoju i poszedłem do 'swojej' sypialni. Zabrałem z szafy czyste ubrania i ruszyłem ku łazience. Wziąłem długą, gorącą kąpiel, która pomogła mi się rozluźnić.

Ubrany w czarną bluzę z napisem <link> "Where the f*ck is my...oh, I found it.". Do tego ciemne jeansy i trampki. Włosy przeczesałem grzebieniem i postawiłem je delikatnie w górę. Zszedłem na dół kierując się do kuchni poszukując jakichkolwiek tabletek.

Na zastawionym stole leżały pudełka z lekami przeciwbólowymi i karteczka od Xav'a, który gdzieś się zmył. W pokoju był jeszcze Nathan, który leżał prawie na blacie z bladą twarzą.

-A myślałem, że to ja będę miał największego kaca - mruknął patrząc się na mnie.

Nie odpowiedziałem. Wziąłem jedynie jedną z tabletek i szklankę wody siadając na krześle.

-Co się stało? - spytał zainteresowany moim zachowaniem.

-Nic nie pamiętam, więc ci nie odpowiem - powiedziałem jednym ruchem połykając tabletkę.
Siedzieliśmy w ciszy każdy próbując jakoś przywołać wspomnienia. Wkrótce do kuchni zaczęli przychodzić inni. Wszyscy  mniej lub bardziej skacowani. 
Na końcu zjawił się Xav rozmawiający przez telefon. Jego spojrzenie ogarnęło nas wszystkich z lekkim rozbawieniem. Podszedł on do mnie wyciągając z kieszeni mój telefon.

Cicho podziękowałem i zacząłem sprawdzać wiadomości. Parę od Robert'a - przyjaciela, parę od rodziców i jedna od pani Cooper. Całkiem zapomniałem o tej przemiłej kobiecie.

Do: Pani Cooper

Przepraszam, ale dziś nie przyjdę do pracy. Wytłumaczę wszystko pani, jak wrócę. 
Oliver Nolan

Następny sms wysłałem do matki. Tu byłem już dość zdenerwowany.

Do: Mama

Jak to odwołałaś mi studia?! Ja nie chcę wracać znów do twoich zachcianek modelingu! Napisz kiedy masz zamiar z ojcem wrócić. Porozmawiamy.

Włożyłem telefon do kieszeni w bluzie. Co ona sobie myślała? Nie chcę znów wracać do tych wszystkich bzdur.

Codzienne treningi, ścisła dieta, bankiety, kontrakty, wybieg... Skończyłem z tym.

-Pożegnajcie się wszyscy i niech potem  ktoś go odwiezie -oznajmił zielonooki chowając swój telefon. Po czym skierował się do wyjścia.

-A ty gdzie idziesz? - spytałem.

-Muszę...coś załatwić.

-Muszę z tobą porozmawiać. -chłopak niechętnie się zatrzymał i czekał aż do niego podejdę. Poszliśmy korytarzem do pomieszczenia wyglądającego jak zwykłe biuro. Zielonooki oparł się o biurko.

-Więc?

-Co się stało po powrocie do posiadłości?

Zauważyłem chwilową zmianę w chłopaku, który spiął się i spojrzał na mnie.

-Chcesz wersje naciąganą czy prawdziwą?

-Xav! Prawdziwą. - zdenerwowałem się opierając dłonie na biurku.

Xav

Czułem się źle. Co innego wyrwać kogoś w klubie i bez problemowo sie rano rozstać, a musieć komuś kogo trochę poznałeś powiedzieć, że się przespaliście. Odsunąłem się lekko od niego.

-Wróciliście upici w trzy dupy...kazałem wam iść spać i wszyscy oprócz ciebie posłuchali. Ty zostałeś ze mną w salonie i pocałowałeś mnie, gdy się odsunąłem zacząłeś prosić... No i my uprawialiśmyseks...-wydusiłem w końcu na jednym oddechu.

Brunet wyprostował się i zaczął z dłonią wplątaną we włosy chodzić po biurze.

-Nigdy więcej alkoholu - warknął sam na siebie.

A ja grzecznie, nic nie mówiąc cofnąłem się do drzwi. Chciałem opuścić to pomieszczenie w trybie natychmiastowym.

-Stój. - usłyszałem głos chłopaka. -Zostaje to między nami.

-Bo nie mam co robić tylko opowiadać z kim sie przespałem, wybacz ale jeśli tego oczekiwałeś to mogłeś sie przyczepić do Jake'a -odparłem chłodno i otworzyłem drzwi opuszczając pomieszczenie.

-Coś się stało Xav? - usłyszałem głos mojej siostry. Posłałem.jej wymuszony uśmiech. 

-A czemu miało by nie być? -zanim coś odpowiedziała dodałem -Twój szef dzwonił. Jednak jest dupkiem, ale nie martw się po rozpoczęciu zrobimy ci mały nalot.

-Wczoraj wróciłeś szybciej. Zawsze to ciebie trzeba było wyciągać siłą z klubu. Na pewno jest wszystko okey? 

-Mia. Jest okej -mruknąłem kątem oka widząc bruneta -Muszę lecieć wrócę pod wieczór.

*

Ściągnąłem kask ze swojej głowy i spojrzałem na piękny widok zachodzącego słońca. Ciepły wiaterek owiał moją twarz, a cisza dawała ukojenie. Uwielbiałem tu przyjeżdżać. Widok na miasto z tego miejsca niezwykły, a jako że było to miejsce z dala od ulicy to zawsze mogłem tu liczyć na spokój. 

Westchnąłem ciesząc się chwilą. Zamknąłem oczy, a w mojej głowie ukazał się obraz brązowookiego. Nie potrafiłem odgonić myśli o chłopaku.

-Oliver... - wyszeptałem w przestrzeń schodząc z motoru. 

Wiedziałem, że nie powinienem mu wczoraj ulegać, ale te jego brązowe oczy wypełnione były pożądaniem i chęcią bliskości. Wcale nie pomogła mi dawka alkoholu. Jego usta były delikatne, a skóra jasna i miękka. Miał w sobie coś co przyciągało. Miał coś co brakowało temu kelnerowi.

Spojrzałem na zegarek i stwierdziłem, że pora wracać skoro jutro mam być na rozpoczęciu przez Jade nauki.

Oliver

Jake miał zawieść mnie do domu za parę minut. Ostatni raz pożegnałem się z chłopakami, Mia i Jade. Wsiadłem do czarnego jeep'a szatyna i ruszyliśmy do mojego domu.

-Mów wreszcie co się stało. Masz fatalny humor od południa, dochodzi do tego tajemnicza rozmowa z Xav'em. - odezwał się nie odrywając wzroku od drogi.

-To nic ważnego Jake.

-A ja jestem prawiczkiem! Mów.

Westchnąłem. Nie chciałem mówić mu. Szczególnie przez to, że chłopak nie był kimś komu mógłbym się zwierzyć.

-Przykro mi. To sprawa między mną, a królewiczem.

Szatyn więcej nie pytał. Uparcie wpatrywał się w ulicę i milcząc prowadził samochód. Pod domem usłyszałem od niego ciche 'na razie' i odjechał.

Miałem ochotę położyć się do łóżka i wreszcie dobrze się wyspać.Gdy tylko otworzyłem drzwi usłyszałem stukot obcasów. Wszedłem niepewnie do salonu. Na kanapie siedział mój ojciec, a obok niego dreptała matka.

-Oliver! - moja matka podbiegła do mnie i przytuliła się do mnie. -Gdzie byłeś?

-U znajomych. Byliśmy na imprezie na zakończenie wakacji - mruknąłem odsuwając się lekko od rodzicielki. -Co do tego sms'u. Nie mam zamiaru wracać do tego.

-Ale już wszystko załatwione! Musisz wykorzystać swoje umiejętności. Nie będziemy cię przez całe życie utrzymywać z ojcem, a taka szansa może się nie powtórzyć. Jutro zjawi się tu twój dietetyk i trener. Bądź dla nich miły skarbie. Za tydzień masz pierwszą sesje. Możliwe także, że załatwiłam ci rolę w najnowszym filmie mojego znajomego! - w rękach trzymała tableta i z energicznym ruchem wskazała mi jakieś tabelki.

-Isaebelle. Odpuść chłopakowi choć dziś. - mężczyzna wysłał mi wesoły uśmiech i objął mnie. -Mój kochany synek.

-Jedyny - mruknąłem cicho pod nosem. Rodzice zaczęli rozmawiać między sobą więc korzystając z ich nieuwagi poszedłem do siebie.

Po szybkim prysznicu przebrałem się w luźne ciuchy i z telefonem w dłoni położyłem się na swoim łóżku.

Will porywając mi jeszcze telefon w posiadłości wpisał mi ich numery. Uśmiechnąłem się na widok numeru zielonookiego nazwanego "MÓJ KSIĄŻĘ ^*^" Wybrałem jego numer i postanowiłem napisać do niego.

Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^


Przepraszam za tamto. Moja wina.

Oliver

Nie dostając odpowiedzi westchnąłem. Wstałem i zszedłem by zrobić sobie coś do jedzenia.
Z talerzykiem z kanapkami i kawą wróciłem do pokoju. Po odblokowaniu telefonu zobaczyłem wiadomość.

Od:MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Głowa do góry. To nie koniec świata. Jesteśmy dorośli przeżyjemy, a jeśli nie to znam ładne miejsce by popełnić samobójstwo.

Parsknąłem z uśmiechem.


Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^


Tak? Czyżbyś planował swoją śmierć? Nie zapomnij podjechać po mnie. Rodzice nawiedzili mnie ;-;


Od: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Uuu ktoś tu jest pod pantoflem rodziców? Słabooo
Zawsze możesz przeżyć po raz drugi nastoletni bunt.

Ściągnąłem koszulkę i z kubkiem oraz z telefonem położyłem się na wygodne łóżko. 

Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Nie mam nic do powiedzenia. Oni już wszystko ustalili. Nawet studia mi odwołali! 
Może mnie porwiesz trzeci raz?


Od: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Do trzech razy sztuka? :)) 
Jak nie studia to co, wracasz do ładnego wyglądania?

Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

A żebyś wiedział, że tak -,-
Tylko, że to nie jest takie proste! Diety, codzienne treningi. Jaki ja byłem szczęśliwy kiedy kontrakt mi się skończy trzy lata temu. 
Jeszcze w dodatku mam grać jakąś rolę w filmie.
Może pokażesz mi to piękne miejsce na popełnienie samobójstwa?

Od: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Ktoś tu ma przesraneeee. Miejsca ci nie pokaże bo jeszcze serio popełnisz samobójstwo. I powtórzę głowa do góry. Najwyżej uciekniesz z domu <młodzieńczy bunt zawsze działa, a przynajmniej tak twierdzą chłopaki i starają się mi to wmówić>

Młodzieńczy bunt? Chyba każdy normalny nastolatek go przeżył. Oczywiście ja także, choć bardziej to polegało na tym, że zaniedbywałem modeling i ciągle chodziłem na imprezy. Śpiący odłożyłem kubek.

Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Powiedziałem już że nie tykne alkoholu. Co najmniej w ilościach litrowych. Mój bunt na tym polegał więc...Przyszedłbyś mnie powspierać? Tamm zawsze są tapeciaryyy! 

Od: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

I przez to i ja mam cierpieć? Jeszcze mnie zabiją tymi tipsami! Tego chcesz huh?
<kiedy i gdzie może wpadnę by powkurzać ludy>


Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Dam ci znać ;)

Telefon wyślizgnął mi się z dłoni, a ja sam zasnąłem.

Xav

Stałem pod ścianą posyłając Jade uspokajający uśmiech. Czarnowłosa siedziała między innymi pierwszakami i bardziej niż nauczycielami i dyrekcją była zajęta wpatrywaniem się we mnie.
Po dość długim przywitaniu, które pewnie jest co roku, zresztą jak w każdej szkole i mowie dyrektora, wszyscy zostali odesłani do klas. 

Pierwszaki rozbiegły się do opiekunów i wraz z nimi ruszyli w stronę klasy. Biorąc Jade na ręce i słuchając jak mi o czymś opowiada ruszyłem za wszystkimi korytarzami podstawówki.

Usiadłem z czarnowłosą na końcu. Gdy wszedł wychowawca zaczęło się 'zebranie'. Zostaliśmy przywitani po raz enty, dostaliśmy plany lekcji i parę wskazówek jak zachęcić dzieci do odrabiania lekcji. Ludzie początek roku, a oni już o tym.

Opuszczając budynek miałem ochotę wiwatować.

-Pójdziemy na lody? - spytała z wesołymi iskierkami w oczach.

-Jeśli chcesz - uśmiechnąłem się biorąc dziewczynkę na barana.

Usłyszałem znajomy dźwięk dostarczonego sms'a. Wyjąłem telefon z kieszeni.

Od: Ollie

Czwartek. Godz. 15. Pod moim domem.

-Patrz jak rozkazują wujusiowi -mruknąłem i usłyszałem śmiech dziewczynki.

Do: Ollie

 Jak sobie życzysz PANIE + Jade mówi cześć

Ruszyłem w stronę najbliższej lodziarni.

Od: Ollie

Wolę chyba jednak jak mówisz do mnie KSIĘŻNICZKO + Hejka Jade!

-Jakie chcesz smaki? -zapytałem dziewczynkę, a ta przewiesiła się przez moje ramię by obejrzeć zza szyby wystawione lody. Chwilę milczała, więc zamówiłem sobie i czekałem na jej decyzję.

-Truskawkowe, czekoladowe, cytrynowe, wiśniowe i sorbet z pomarańczy -wyrecytowała z szerokim uśmiechem. Sprzedawca posłał nam uśmiech, a ja potwierdziłem jej życzenie.

-Ominęłaś tylko pięć smaków w tym trzy alkoholowe słońce -powiedziałem ze śmiechem. Wierząc, że nie skończę z lodami na włosach ruszyłem w stronę placu zabaw.

Do: Ollie

Kupie sobie pas cnoty na wspieranie ciebie aka zabierz ode mnie te baby, też chcesz?

Od: Ollie

Haha...Chciałbym to zobaczyć! 
P.S. - nie martw się, zawszę mogę cię drugi raz uratować :D


Uśmiechnąłem się lekko. Spojrzałem na huśtającą się samotnie Jade więc podszedłem i usiadłem obok niej.

Do: Ollie

Takiś chętny? Stworzyłem potworaaaa z ładnym uśmiechem... To zue, że nie czuje wyrzutów sumienia?


Parę minut minęło gdy chłopak wreszcie odpisał.

Od: Ollie

I'm monsterrr!
Eh...Napiszę później. Jakiś paskudny facet każe mi wypić również paskudnie wyglądający koktajl. Ja cieee kaweee!

Schowałem telefon i spojrzałem na uśmiechniętą zielonooką. Chwilę pobyliśmy na placu, a potem ruszyłem z małą do samochodu. Podjechaliśmy na chwilę do mojej siostry, która pracowała w głupiej firmie. Zajęliśmy chwilę jej cennego czasu, a następnie ruszyliśmy do domu.

Jade naciągnęła mnie jeszcze na wycieczkę po Zoo. Po prawie dwóch godzinach zwiedzania wreszcie byliśmy w drodze do domu. Tam zostawiając małą pod opieką chłopaków ruszyłem do siebie. Po długiej kąpieli, wróciłem do sypialni. W spodniach dresowych poszedłem do kuchni po kawę, a następnie do biura.

Zająłem się rachunkami i innymi normalnymi sprawami i koniec końców skończyłem to wieczorem. Z westchnieniem wstałem i przeciągnąłem się. Poszedłem do kuchni, gdzie akurat trwała kolacja.

-Czołem dzieciarnia! -przywitałem się siadając.

-Czołem królewiczu! - zaśmiał się Jordan z Mikey'em. -Nie zatęskniłeś za swoją księżniczką?

-Zamknięta w wieży, usycha z tęsknoty za wolnością -odparłem i ziewnąłem. Dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo jestem zmęczony.

Chłopaki zaśmiali się, a ja ruszyłem do góry do swojego pokoju.
Po zasłonieniu okien położyłem się na łóżku, przy okazji prawie zrzucając telefon, który tu zostawiłem. Zawinąłem się w kołdrę i spojrzałem na wyświetlacz.


Od: Ollie

Stęskniłeś się? Zapomniałem jak chodzenie po linij może być męczące...

Do: Ollie

Bycie "rodzicem" jest męczące.
Po linij? Serio? Może jeszcze zagracie w klasy? Jeśli tak to zadzwoń!


Nagle na wyświetlaczu wyświetlił mi się jego numer. Zachichotałem i odebrałem.

-Gracie w klasy?

-Nie. Na razie mam przerwę. Oni chcą mnie zamęczyć! 

-Jak mi przykro -sarknąłem wtulając się w poduszkę -Może oświeć ich, że jest już prawie 20? Wiesz ja rozumiem ćwiczenia i te sprawy, ale sen też ważny! Potem będziesz miał zmarszczki i cienie i cóż z ciebie będzie? Potworek!

-Twierdziłeś już dziś że jestem potworem...To jestem nim czy nie? - zachichotał. -Zaraz przyjdę!!!

-Nie drzyj się. To boli.

-Przykro mi. - zaśmiał się. -Serio w ten czwartek przyjedź. Nie chcę tam byćć sammm...One mnie zmolestują! A jak ściągnę koszulkę to broń mnie boże!

-Kupię aparat i zrobię ładny plakat i zostanę twoją psychofanką -oznajmiłem z uśmiechem. -A co do czwartku to...broń swą osobę przez te trzy dni. A jak coś to jaką trumnę ci kupić?

-Czarną ze srebrnym materiałem w środku! Zero różu! - krzyknął pospiesznie. - Muszę iść. Dobranoc.

-Branoc.

*

Jako, że zaczął się rok szkolny zacząłem robić za szofera Jade, ponieważ Mia musiała wcześniej wyjeżdżać, a nie mieliśmy serca wysyłać dziewczynki tak wcześnie to szkoły. Tak więc stałem teraz na skrzyżowaniu pukając palcami w rytm piosenki i denerwowałem się na idiotę przede mną. Hello ja tu mam dziecko, które śpieszy się do szkoły!

Staliśmy tak jeszcze pięć minut, a ja prawie zmolestowałem klakson. Potem ruszyłem szybciej by mój skarb nie spóźnił się już trzeciego dnia szkoły. Takie atrakcje to dopiero w gimnazjum.
Zaparkowałem przed szkołą i pożegnałem się z czarnowłosą obiecując jej, że tym razem mama ją odbierze. Pomachałem jej, a gdy zniknęła w budynku odjechałem.

Zajechałem do sklepu robiąc zakupy, a następnie wróciłem do domu. Nikogo oprócz mnie nie było więc włączając jakiś film zająłem się sprzątaniem.
Mógłbym być perfekcyjną panią domu, pomyślałem patrząc na świecący czystością salon. Zabrałem się za kuchnie, a gdy kończyłem wszyscy zaczęli wracać. Spojrzałem na zegarek. Było chwilę po 14. Kazałem im zrobić sobie coś do jedzenia i oznajmiłem, że za chwilę wychodzę.

Po szybkim prysznicu, ubrałem się w moją kochaną czerń. Zbiegłem ze schodów i z szybkim "Trzymajcie się" wyszedłem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Layout by Raion