środa, 15 czerwca 2016

Rozdział 2

Xav

Dni mijały powoli. Wszyscy przyzwyczaili się do obecności bruneta, który mnie osobiście po prostu wkurzał. Po długim wykładzie całej grupy na temat mojego zachowania godnego dupka powiedziałem, że mogą robić co chcą, ale ja nie będę ich potem ratować.
Oczywiście nie było to prawdą, ale mnie poniosło.

Z dnia na dzień stwierdzałem, że popełniłem błąd wracając po chłopaka. Może mogłem mu zaufać i po prostu odejść. Wszyscy byli by szczęśliwi, nieprawdaż?
Westchnąłem, przeczesując swoje włosy.

Dzisiaj był pod ostatni dzień wakacji i wszyscy szliśmy do klubu. Dosłownie wszyscy, bo pewne osoby nie zgodziły się na zostawienie Oliver'a w domu. Prychnąłem i biorąc kurtkę opuściłem pokój.


Schodząc na dół już wszyscy czekali. Brunet był ubrany w białą koszulę i czarne z dziurami na kolanach jeansy. Spojrzał się na mnie na co prychnąłem. Sama jego osoba mnie irytowała.

-Coś nie tak księżniczko? -spytałem ironicznie.

-Mógłbym o to samo się zapytać królewiczu -odpowiedział z nikłym wyzwaniem w oczach. Posłałem mu lekki uśmiech. Można było zauważyć, że przebywając tu jego charakter się wyostrzył.



-Wracasz jutro do domu -odparłem mijając zaskoczoną grupę osób i podchodząc do drzwi.
Spojrzałem na czekające już dwa auta i mój kochany motor.

-Serio? Skąd ta zmiana? -dogonił mnie z uśmiechem. -A może cię podmienili!

-Nie mam cię po prostu dość -odparłem podchodząc do motoru z chłopakiem wciąż depczącym mi po piętach. -Według zostawionej wiadomości byłeś ze znajomymi ciesząc się ostatnimi tygodniami wakacji.

-Miło... - mruknął zamyślony i ruszył do samochodu z którego machał mu już Jake.

Ten człowiek serio ma na niego chcice. Nie zdziwiłbym się jakby dziś zaciągnął do łóżka Oliver'a. Pokręciłem głową odpalając i ruszając w stronę klubu na obrzeżach miasta. Droga nie zajęła mi długo, nie żebym się przejmował ograniczeniami. Zostawiając motor na parkingu ruszyłem w stronę wejścia, przywitałem się z ochroną i wszedłem do środka. ominąłem parkiet i wszedłem metalowymi schodkami na półpiętro, na którym znajdowały się stoliki i loże, które można było rezerwować. Właśnie tam podszedłem zamawiając uprzednio alkohol.

Rozmawiałem właśnie z przystojnym kelnerem, gdy do stolika podeszła reszta grupy. Upiłem łyk whiskey ze szklanki patrząc na zbierającego zamówienia mężczyznę, który parę razy podnosił głowę by posłać mi słodki uśmiech.

Westchnąłem. Niestety był za młody jak dla mnie.

-Xavvvv... - spojrzałem na szatyna.

-Jakkkeee... - zacząłem go naśladować.

Ten prychnął na to jak obrażony kot.

-Czy naćpanie kogoś jest zueee? -spojrzałem na niego, a następnie na szklankę, którą Oliver właśnie podnosił do ust. Nie zastanawiając się zabrałem mu ją na co posłał mi wściekłe spojrzenie.

-Jeśli chcesz się z nim przespać to mu to powiedz, bo za to co chciałeś zrobić mógłbyś stracić jaja.

-O co chodzi? - spytał zły brązowooki.

-Jake chce cię przelecieć -powiedziałem tonem jakiego się używa do rozmowy z dziećmi. 

Brązowooki zamilkł. Jego wzrok zatrzymał się na wspomnianej osobie i na szklance którą teraz ja trzymałem.

-Chciałeś mnie naćpać?

Oliver jakoś nie był tym poruszony co mnie ogromnie zdziwiło. Czekałem na jakieś krzyki, cokolwiek. Wstał on jedynie i pstryknął Jake'a w czoło palcami, po czym odszedł w tłum ludzi.

-Eee...Co? - szatyn zaczął mrugać zdezorientowany.

-Ta dzisiejsza młodzież -mruknąłem przewracając oczami. Wstałem ze szklanką i podszedłem do Alexa, który stał przy barze podając zamówienia barmanowi. Podałem mu szklankę. A na jego pytający wzrok parsknąłem śmiechem.

-Nie pytaj. -posłał mi on lekki uśmiech i zniknął na chwilę.

-Zaraz kończę swoją zmianę. Masz ochotę jeszcze na coś? - spytał podchodząc z powrotem do baru. Posłałem mu lekki uśmiech i zamówiłem whiskey z lodem. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Chłopak był zabawny i słodki, ale po prostu brakowało mu tego czegoś.

Chciałem wrócić do stolika, gdy jakaś dziewczyna pociągnęła mnie za ramie i pociągnęła w stronę parkietu. Okazało się, że to moja siostrzyczka. Przewróciłem oczami i zacząłem tańczyć do szybkiej muzyki z wesołą istotą przede mną.

-Jake chyba się załamał - zaśmiała się. -Szczerze reakcja Oliver'a była do przewidzenia.

-Tak sądzisz? - zapytałem dziwiąc się.

-Wiesz. Jest on bogaty. Jake z nim już rozmawiał i dowiedział się, że w dodatku twoja księżniczka jest prawiczkiem. Trochę logicznego myślenia. Dziewczyny leciały tylko na jego kasę i popularność. Zbrzydło mu się to. Stąd nie wzruszona reakcja.

-Zadziwiasz mnie siostrzyczko - odparłem.

-Zawsze byłam bardziej spostrzegawcza niż ty. -zaśmiałem się, a ona po chwili dołączyła do mnie. Czułem lekkie działanie alkoholu, gdy zmęczeni tańcem wracaliśmy do stolika. Jake siedział zapijają najwyżej smutki, a reszta wydawała się po prostu świetnie bawić. Przy stole siedział nawet Oliver wesoło rozmawiając z Jaredem.

-Widziałem tu twoją barbie -oznajmił z wyszczerzem Will, a ja od razu szybko się rozejrzałem, na co on i moja siostra wybuchnęli śmiechem. Posłałem im urażone spojrzenie.

-To nie jest śmieszne... -fuknąłem siadając obok bruneta.

-Jake cię tym razem nie uratuje. Lepiej porwij szybko kogoś - nadal cicho śmiał się blondyn.

Spojrzałem się na niego znacząco na co on podniósł dłonie w akcie poddania się.

-Ja się w to nie piszę - skrył się za moją siostrą na co warknąłem cicho i w tłumie zobaczyłem ową tapeciarę aka barbie ze sklepu. -Idzie tu...

-Zabije mnie albo zgwałci. Albo oba -lamentowałem, gdy dziewczyna była już prawie przy nas chwyciłem dłoń bruneta i pociągnąłem go w drugą stronę. -Jeśli mi pomożesz spełnię jedną twoją zachciankę -oznajmiłem prawie wbiegając na parkiet z patrząc na niego z prośbą w oczach.

Oliver uśmiechnął się złośliwie co widziałem pierwszy raz. Zawiesił swoje dłonie na moim karku i zaczął tańczyć do rytmu muzyki.

-Czyżby barbie ze sklepu nawiedziła klub? - spytał cichym szeptem wprost do mojego ucha.

-Mogłaby nawiedzać cmentarz, resztę kontynentu, domy spokojnej starości albo kościół. Tam nigdy mnie nie ma -jęknąłem w odpowiedzi. Rozglądając się ukradkiem za wspomnianą osobą.

Brunet parsknął śmiechem i wesoło się uśmiechnął. Muszę to szczerze przyznać, Oliver miał piękny uśmiech.  Moje ręce wylądowały z przyzwyczajenia na jego biodrach.

-To nie jest śmieszne. Ja się nawet za takimi osobami nie oglądam się, a to podchodzi i próbuje mnie publicznie molestować -oznajmiłem nieszczęśliwym tonem.

-Lepiej coś wymyśl bo jest tuż za tobą - powiedział szeptem. Prawie się zatrzymałem w miejscu na tą wiadomość. A potem zrobiłem pierwszą rzecz jaka przyszła mi do głowy. Położyłem dłoń na karku bruneta i pochyliłem się lekko go całując.

Oliver

Gdy tylko poczułem usta chłopaka na swoich spiąłem się. To nie było to samo co pocałunek z jakąś dziewczyną. Tutaj  zostałem wręcz  zdominowany przez zielonookiego.

Zacząłem odwzajemniać pocałunek i wcielać się w rolę. Już po chwili usłyszeliśmy oburzone prychnięcie owej dziewczyny. Delikatnie odsunąłem się od Xav'a.

-Dam ci znać co do tej przysługi - odpowiedziałem. Zielonooki kiwnął głową i z lekkim uśmiechem zniknął w tłumie, kierując się chyba do wyjścia. Chwilę stałem jeszcze w miejscu, a następnie ruszyłem w stronę grupki znajomych.

-Księżniczka buzi buzi robiła z królewiczem! -wykrzyknął radośnie podpity Nathan.

-Ratowałem go od barbie. Przysługa za przysługę, nic więcej. -ten nie przejmując się moimi słowami nucił sobie weselną muzyczkę.

-Słodzieśnieeee razem wyglądalliście -oznajmił chłopak przerywając na chwilę nucenie.

Wywróciłem oczami i z cichym śmiechem odebrałem chłopakowi z rąk szklankę wypełnioną bursztynową cieczą. Whisky. Upiłem łyk i czując pieczenie w przełyku uśmiechnąłem się.

-Kto gra w butelkę?!

*

Przyjechaliśmy prawie nad ranem do ich posiadłości. Siostra Xavier'a była kierowcą oraz Jordan. Ledwo sam wszedłem do salonu. Siedział w nim zielonooki.

Mówiłem sobie, że się nie opiję...Nie wyszło. Przez Nathana i Jake'a zostałem wplątany w ich dziwną grę.

Opadłem na kanapę przytulając się do Xav'a.

-Cześć królewicuu - mruknąłem owijając go w pasie jak pluszowego misia. Ten oderwał wzrok od filmu i spojrzał na mnie z pytaniem w oczach. Chichoczące towarzystwo stało w wejściu do salonu przyciągając wzrok bruneta.

-W co się wplątałeś?

-Gręę...To przez nich - powiedziałem jak małe dziecko pokazując palcem dwóch chłopaków nadal trzymających się prosto.

-Idźcie spać ludzie, a nie... później się możecie pobawić -oznajmił chłopak patrząc na nas.

Nie ruszyłem się z miejsca. Było mi tu wygodnie i cieplutko. Chciałem tu zostać z zielonookim. Reszta mamrocząc chwiejnym krokiem ruszyła w stronę schodów.

-Ty też powinieneś -mruknął spoglądając na mnie tymi zielonymi oczami.

-Ale nie cie - jęknąłem chowając głowę w jego koszulce. Chłopak westchnął obejmując mnie ramieniem i wracając do filmu.

Chwilę wpatrywałem się w twarz chłopaka i miałem wielką ochotę poczuć drugi raz jego miękkie usta. Możliwe, że nie myślałem trzeźwo. Dobra, żadne 'możliwe', na pewno nie myślałem trzeźwo. Uniosłem się delikatnie i przyciągnąłem twarz chłopaka do swojej. Ten z lekkim ociągnieniem odsunął się ode mnie.

-Nie myślisz trzeźwo Olli -powiedział spokojnym głosem.

-Xav... - jęknąłem przechodząc na jego kolana. -Proszę...

Chłopak przyglądał mi się przez chwilę, a następnie objął moją twarz przyciągając ją do swojej i łącząc nasze usta w powolnym pocałunku. Mruknąłem zadowolony i zacząłem błądzić rękami po ciele bruneta. Rozpiąłem jego koszulę i chciałem zabrać się za spodnie, ale zostałem powstrzymany. Spojrzałem z niezadowoleniem na zielonookiego, który posłał mi lekki uśmiech i zjechał ustami na moją szyję, przy okazji pozbywając się mojej koszuli. Wstał trzymając mnie z pośladki. Nogi owinąłem wokół jego bioder i połączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku.  Xav zaczął iść w stronę schodów.

Nogą pchnął ciemne drzwi i ukazał nam się, jak myślałem pokój chłopaka. Drzwi zostały zamknięte, a ja położony na łóżku. Nade mną zawisł brunet.

-Ja...nigdy tego nie robiłem - wysapałem czując z powrotem usta chłopaka na sobie.

-Powiedz słowo, a przerwiemy -oznajmił patrząc mi prosto w oczy. Następnie wrócił do zwiedzania ustami mojego ciała. Gdy pozbył się moich spodni pierwszy raz od dawna poczułem rumieniec wkradający się na moje policzki. Zielonooki posłał mi pożądliwe spojrzenie i wciąż utrzymując kontakt wzrokowy wziął mnie do ust. Jęknąłem cicho zaciskając palce na prześcieradle.
Brunet poruszał powoli głową doprowadzając mnie do szaleństwa. W pewnym momencie poczułem jak coś śliskiego wsuwa się między moje pośladki. Spiąłem się lekko lecz po chwili jęczałem z rozkoszy. Chłopak się nie śpieszyły wszystko wykonywał denerwująco powoli, ale w tak wspaniały sposób, że nie miałem ochoty mu przerywać.

*

Poczułem na twarzy ciepłe promienie słoneczne. Powoli otworzyłem jedno oko, a następnie drogie. Jęknąłem zamykając je z powrotem. Było za jasno. W głowie czułem pulsujący ból.

Po paru minutach w końcu otworzyłem oczy i rozejrzałem się. To nie był pokój  który zajmowałem. Na ziemi znajdowały się moje ubrania razem z bielizną na co się spiąłem.

-Co jest do cholery? - mruknąłem zachrypniętym głosem. Usiadłem na co syknąłem z bólu. Moje dolne partie ciała bolały mnie jak bym spadł ze schodów na tyłek. Znaczyło to tylko jedno. Przełknąłem powoli ślinę i wstałem ubierając po drodze ciuchy.

Wyszedłem z pokoju i poszedłem do 'swojej' sypialni. Zabrałem z szafy czyste ubrania i ruszyłem ku łazience. Wziąłem długą, gorącą kąpiel, która pomogła mi się rozluźnić.

Ubrany w czarną bluzę z napisem <link> "Where the f*ck is my...oh, I found it.". Do tego ciemne jeansy i trampki. Włosy przeczesałem grzebieniem i postawiłem je delikatnie w górę. Zszedłem na dół kierując się do kuchni poszukując jakichkolwiek tabletek.

Na zastawionym stole leżały pudełka z lekami przeciwbólowymi i karteczka od Xav'a, który gdzieś się zmył. W pokoju był jeszcze Nathan, który leżał prawie na blacie z bladą twarzą.

-A myślałem, że to ja będę miał największego kaca - mruknął patrząc się na mnie.

Nie odpowiedziałem. Wziąłem jedynie jedną z tabletek i szklankę wody siadając na krześle.

-Co się stało? - spytał zainteresowany moim zachowaniem.

-Nic nie pamiętam, więc ci nie odpowiem - powiedziałem jednym ruchem połykając tabletkę.
Siedzieliśmy w ciszy każdy próbując jakoś przywołać wspomnienia. Wkrótce do kuchni zaczęli przychodzić inni. Wszyscy  mniej lub bardziej skacowani. 
Na końcu zjawił się Xav rozmawiający przez telefon. Jego spojrzenie ogarnęło nas wszystkich z lekkim rozbawieniem. Podszedł on do mnie wyciągając z kieszeni mój telefon.

Cicho podziękowałem i zacząłem sprawdzać wiadomości. Parę od Robert'a - przyjaciela, parę od rodziców i jedna od pani Cooper. Całkiem zapomniałem o tej przemiłej kobiecie.

Do: Pani Cooper

Przepraszam, ale dziś nie przyjdę do pracy. Wytłumaczę wszystko pani, jak wrócę. 
Oliver Nolan

Następny sms wysłałem do matki. Tu byłem już dość zdenerwowany.

Do: Mama

Jak to odwołałaś mi studia?! Ja nie chcę wracać znów do twoich zachcianek modelingu! Napisz kiedy masz zamiar z ojcem wrócić. Porozmawiamy.

Włożyłem telefon do kieszeni w bluzie. Co ona sobie myślała? Nie chcę znów wracać do tych wszystkich bzdur.

Codzienne treningi, ścisła dieta, bankiety, kontrakty, wybieg... Skończyłem z tym.

-Pożegnajcie się wszyscy i niech potem  ktoś go odwiezie -oznajmił zielonooki chowając swój telefon. Po czym skierował się do wyjścia.

-A ty gdzie idziesz? - spytałem.

-Muszę...coś załatwić.

-Muszę z tobą porozmawiać. -chłopak niechętnie się zatrzymał i czekał aż do niego podejdę. Poszliśmy korytarzem do pomieszczenia wyglądającego jak zwykłe biuro. Zielonooki oparł się o biurko.

-Więc?

-Co się stało po powrocie do posiadłości?

Zauważyłem chwilową zmianę w chłopaku, który spiął się i spojrzał na mnie.

-Chcesz wersje naciąganą czy prawdziwą?

-Xav! Prawdziwą. - zdenerwowałem się opierając dłonie na biurku.

Xav

Czułem się źle. Co innego wyrwać kogoś w klubie i bez problemowo sie rano rozstać, a musieć komuś kogo trochę poznałeś powiedzieć, że się przespaliście. Odsunąłem się lekko od niego.

-Wróciliście upici w trzy dupy...kazałem wam iść spać i wszyscy oprócz ciebie posłuchali. Ty zostałeś ze mną w salonie i pocałowałeś mnie, gdy się odsunąłem zacząłeś prosić... No i my uprawialiśmyseks...-wydusiłem w końcu na jednym oddechu.

Brunet wyprostował się i zaczął z dłonią wplątaną we włosy chodzić po biurze.

-Nigdy więcej alkoholu - warknął sam na siebie.

A ja grzecznie, nic nie mówiąc cofnąłem się do drzwi. Chciałem opuścić to pomieszczenie w trybie natychmiastowym.

-Stój. - usłyszałem głos chłopaka. -Zostaje to między nami.

-Bo nie mam co robić tylko opowiadać z kim sie przespałem, wybacz ale jeśli tego oczekiwałeś to mogłeś sie przyczepić do Jake'a -odparłem chłodno i otworzyłem drzwi opuszczając pomieszczenie.

-Coś się stało Xav? - usłyszałem głos mojej siostry. Posłałem.jej wymuszony uśmiech. 

-A czemu miało by nie być? -zanim coś odpowiedziała dodałem -Twój szef dzwonił. Jednak jest dupkiem, ale nie martw się po rozpoczęciu zrobimy ci mały nalot.

-Wczoraj wróciłeś szybciej. Zawsze to ciebie trzeba było wyciągać siłą z klubu. Na pewno jest wszystko okey? 

-Mia. Jest okej -mruknąłem kątem oka widząc bruneta -Muszę lecieć wrócę pod wieczór.

*

Ściągnąłem kask ze swojej głowy i spojrzałem na piękny widok zachodzącego słońca. Ciepły wiaterek owiał moją twarz, a cisza dawała ukojenie. Uwielbiałem tu przyjeżdżać. Widok na miasto z tego miejsca niezwykły, a jako że było to miejsce z dala od ulicy to zawsze mogłem tu liczyć na spokój. 

Westchnąłem ciesząc się chwilą. Zamknąłem oczy, a w mojej głowie ukazał się obraz brązowookiego. Nie potrafiłem odgonić myśli o chłopaku.

-Oliver... - wyszeptałem w przestrzeń schodząc z motoru. 

Wiedziałem, że nie powinienem mu wczoraj ulegać, ale te jego brązowe oczy wypełnione były pożądaniem i chęcią bliskości. Wcale nie pomogła mi dawka alkoholu. Jego usta były delikatne, a skóra jasna i miękka. Miał w sobie coś co przyciągało. Miał coś co brakowało temu kelnerowi.

Spojrzałem na zegarek i stwierdziłem, że pora wracać skoro jutro mam być na rozpoczęciu przez Jade nauki.

Oliver

Jake miał zawieść mnie do domu za parę minut. Ostatni raz pożegnałem się z chłopakami, Mia i Jade. Wsiadłem do czarnego jeep'a szatyna i ruszyliśmy do mojego domu.

-Mów wreszcie co się stało. Masz fatalny humor od południa, dochodzi do tego tajemnicza rozmowa z Xav'em. - odezwał się nie odrywając wzroku od drogi.

-To nic ważnego Jake.

-A ja jestem prawiczkiem! Mów.

Westchnąłem. Nie chciałem mówić mu. Szczególnie przez to, że chłopak nie był kimś komu mógłbym się zwierzyć.

-Przykro mi. To sprawa między mną, a królewiczem.

Szatyn więcej nie pytał. Uparcie wpatrywał się w ulicę i milcząc prowadził samochód. Pod domem usłyszałem od niego ciche 'na razie' i odjechał.

Miałem ochotę położyć się do łóżka i wreszcie dobrze się wyspać.Gdy tylko otworzyłem drzwi usłyszałem stukot obcasów. Wszedłem niepewnie do salonu. Na kanapie siedział mój ojciec, a obok niego dreptała matka.

-Oliver! - moja matka podbiegła do mnie i przytuliła się do mnie. -Gdzie byłeś?

-U znajomych. Byliśmy na imprezie na zakończenie wakacji - mruknąłem odsuwając się lekko od rodzicielki. -Co do tego sms'u. Nie mam zamiaru wracać do tego.

-Ale już wszystko załatwione! Musisz wykorzystać swoje umiejętności. Nie będziemy cię przez całe życie utrzymywać z ojcem, a taka szansa może się nie powtórzyć. Jutro zjawi się tu twój dietetyk i trener. Bądź dla nich miły skarbie. Za tydzień masz pierwszą sesje. Możliwe także, że załatwiłam ci rolę w najnowszym filmie mojego znajomego! - w rękach trzymała tableta i z energicznym ruchem wskazała mi jakieś tabelki.

-Isaebelle. Odpuść chłopakowi choć dziś. - mężczyzna wysłał mi wesoły uśmiech i objął mnie. -Mój kochany synek.

-Jedyny - mruknąłem cicho pod nosem. Rodzice zaczęli rozmawiać między sobą więc korzystając z ich nieuwagi poszedłem do siebie.

Po szybkim prysznicu przebrałem się w luźne ciuchy i z telefonem w dłoni położyłem się na swoim łóżku.

Will porywając mi jeszcze telefon w posiadłości wpisał mi ich numery. Uśmiechnąłem się na widok numeru zielonookiego nazwanego "MÓJ KSIĄŻĘ ^*^" Wybrałem jego numer i postanowiłem napisać do niego.

Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^


Przepraszam za tamto. Moja wina.

Oliver

Nie dostając odpowiedzi westchnąłem. Wstałem i zszedłem by zrobić sobie coś do jedzenia.
Z talerzykiem z kanapkami i kawą wróciłem do pokoju. Po odblokowaniu telefonu zobaczyłem wiadomość.

Od:MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Głowa do góry. To nie koniec świata. Jesteśmy dorośli przeżyjemy, a jeśli nie to znam ładne miejsce by popełnić samobójstwo.

Parsknąłem z uśmiechem.


Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^


Tak? Czyżbyś planował swoją śmierć? Nie zapomnij podjechać po mnie. Rodzice nawiedzili mnie ;-;


Od: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Uuu ktoś tu jest pod pantoflem rodziców? Słabooo
Zawsze możesz przeżyć po raz drugi nastoletni bunt.

Ściągnąłem koszulkę i z kubkiem oraz z telefonem położyłem się na wygodne łóżko. 

Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Nie mam nic do powiedzenia. Oni już wszystko ustalili. Nawet studia mi odwołali! 
Może mnie porwiesz trzeci raz?


Od: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Do trzech razy sztuka? :)) 
Jak nie studia to co, wracasz do ładnego wyglądania?

Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

A żebyś wiedział, że tak -,-
Tylko, że to nie jest takie proste! Diety, codzienne treningi. Jaki ja byłem szczęśliwy kiedy kontrakt mi się skończy trzy lata temu. 
Jeszcze w dodatku mam grać jakąś rolę w filmie.
Może pokażesz mi to piękne miejsce na popełnienie samobójstwa?

Od: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Ktoś tu ma przesraneeee. Miejsca ci nie pokaże bo jeszcze serio popełnisz samobójstwo. I powtórzę głowa do góry. Najwyżej uciekniesz z domu <młodzieńczy bunt zawsze działa, a przynajmniej tak twierdzą chłopaki i starają się mi to wmówić>

Młodzieńczy bunt? Chyba każdy normalny nastolatek go przeżył. Oczywiście ja także, choć bardziej to polegało na tym, że zaniedbywałem modeling i ciągle chodziłem na imprezy. Śpiący odłożyłem kubek.

Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Powiedziałem już że nie tykne alkoholu. Co najmniej w ilościach litrowych. Mój bunt na tym polegał więc...Przyszedłbyś mnie powspierać? Tamm zawsze są tapeciaryyy! 

Od: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

I przez to i ja mam cierpieć? Jeszcze mnie zabiją tymi tipsami! Tego chcesz huh?
<kiedy i gdzie może wpadnę by powkurzać ludy>


Do: MÓJ KSIĄŻĘ ^*^

Dam ci znać ;)

Telefon wyślizgnął mi się z dłoni, a ja sam zasnąłem.

Xav

Stałem pod ścianą posyłając Jade uspokajający uśmiech. Czarnowłosa siedziała między innymi pierwszakami i bardziej niż nauczycielami i dyrekcją była zajęta wpatrywaniem się we mnie.
Po dość długim przywitaniu, które pewnie jest co roku, zresztą jak w każdej szkole i mowie dyrektora, wszyscy zostali odesłani do klas. 

Pierwszaki rozbiegły się do opiekunów i wraz z nimi ruszyli w stronę klasy. Biorąc Jade na ręce i słuchając jak mi o czymś opowiada ruszyłem za wszystkimi korytarzami podstawówki.

Usiadłem z czarnowłosą na końcu. Gdy wszedł wychowawca zaczęło się 'zebranie'. Zostaliśmy przywitani po raz enty, dostaliśmy plany lekcji i parę wskazówek jak zachęcić dzieci do odrabiania lekcji. Ludzie początek roku, a oni już o tym.

Opuszczając budynek miałem ochotę wiwatować.

-Pójdziemy na lody? - spytała z wesołymi iskierkami w oczach.

-Jeśli chcesz - uśmiechnąłem się biorąc dziewczynkę na barana.

Usłyszałem znajomy dźwięk dostarczonego sms'a. Wyjąłem telefon z kieszeni.

Od: Ollie

Czwartek. Godz. 15. Pod moim domem.

-Patrz jak rozkazują wujusiowi -mruknąłem i usłyszałem śmiech dziewczynki.

Do: Ollie

 Jak sobie życzysz PANIE + Jade mówi cześć

Ruszyłem w stronę najbliższej lodziarni.

Od: Ollie

Wolę chyba jednak jak mówisz do mnie KSIĘŻNICZKO + Hejka Jade!

-Jakie chcesz smaki? -zapytałem dziewczynkę, a ta przewiesiła się przez moje ramię by obejrzeć zza szyby wystawione lody. Chwilę milczała, więc zamówiłem sobie i czekałem na jej decyzję.

-Truskawkowe, czekoladowe, cytrynowe, wiśniowe i sorbet z pomarańczy -wyrecytowała z szerokim uśmiechem. Sprzedawca posłał nam uśmiech, a ja potwierdziłem jej życzenie.

-Ominęłaś tylko pięć smaków w tym trzy alkoholowe słońce -powiedziałem ze śmiechem. Wierząc, że nie skończę z lodami na włosach ruszyłem w stronę placu zabaw.

Do: Ollie

Kupie sobie pas cnoty na wspieranie ciebie aka zabierz ode mnie te baby, też chcesz?

Od: Ollie

Haha...Chciałbym to zobaczyć! 
P.S. - nie martw się, zawszę mogę cię drugi raz uratować :D


Uśmiechnąłem się lekko. Spojrzałem na huśtającą się samotnie Jade więc podszedłem i usiadłem obok niej.

Do: Ollie

Takiś chętny? Stworzyłem potworaaaa z ładnym uśmiechem... To zue, że nie czuje wyrzutów sumienia?


Parę minut minęło gdy chłopak wreszcie odpisał.

Od: Ollie

I'm monsterrr!
Eh...Napiszę później. Jakiś paskudny facet każe mi wypić również paskudnie wyglądający koktajl. Ja cieee kaweee!

Schowałem telefon i spojrzałem na uśmiechniętą zielonooką. Chwilę pobyliśmy na placu, a potem ruszyłem z małą do samochodu. Podjechaliśmy na chwilę do mojej siostry, która pracowała w głupiej firmie. Zajęliśmy chwilę jej cennego czasu, a następnie ruszyliśmy do domu.

Jade naciągnęła mnie jeszcze na wycieczkę po Zoo. Po prawie dwóch godzinach zwiedzania wreszcie byliśmy w drodze do domu. Tam zostawiając małą pod opieką chłopaków ruszyłem do siebie. Po długiej kąpieli, wróciłem do sypialni. W spodniach dresowych poszedłem do kuchni po kawę, a następnie do biura.

Zająłem się rachunkami i innymi normalnymi sprawami i koniec końców skończyłem to wieczorem. Z westchnieniem wstałem i przeciągnąłem się. Poszedłem do kuchni, gdzie akurat trwała kolacja.

-Czołem dzieciarnia! -przywitałem się siadając.

-Czołem królewiczu! - zaśmiał się Jordan z Mikey'em. -Nie zatęskniłeś za swoją księżniczką?

-Zamknięta w wieży, usycha z tęsknoty za wolnością -odparłem i ziewnąłem. Dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo jestem zmęczony.

Chłopaki zaśmiali się, a ja ruszyłem do góry do swojego pokoju.
Po zasłonieniu okien położyłem się na łóżku, przy okazji prawie zrzucając telefon, który tu zostawiłem. Zawinąłem się w kołdrę i spojrzałem na wyświetlacz.


Od: Ollie

Stęskniłeś się? Zapomniałem jak chodzenie po linij może być męczące...

Do: Ollie

Bycie "rodzicem" jest męczące.
Po linij? Serio? Może jeszcze zagracie w klasy? Jeśli tak to zadzwoń!


Nagle na wyświetlaczu wyświetlił mi się jego numer. Zachichotałem i odebrałem.

-Gracie w klasy?

-Nie. Na razie mam przerwę. Oni chcą mnie zamęczyć! 

-Jak mi przykro -sarknąłem wtulając się w poduszkę -Może oświeć ich, że jest już prawie 20? Wiesz ja rozumiem ćwiczenia i te sprawy, ale sen też ważny! Potem będziesz miał zmarszczki i cienie i cóż z ciebie będzie? Potworek!

-Twierdziłeś już dziś że jestem potworem...To jestem nim czy nie? - zachichotał. -Zaraz przyjdę!!!

-Nie drzyj się. To boli.

-Przykro mi. - zaśmiał się. -Serio w ten czwartek przyjedź. Nie chcę tam byćć sammm...One mnie zmolestują! A jak ściągnę koszulkę to broń mnie boże!

-Kupię aparat i zrobię ładny plakat i zostanę twoją psychofanką -oznajmiłem z uśmiechem. -A co do czwartku to...broń swą osobę przez te trzy dni. A jak coś to jaką trumnę ci kupić?

-Czarną ze srebrnym materiałem w środku! Zero różu! - krzyknął pospiesznie. - Muszę iść. Dobranoc.

-Branoc.

*

Jako, że zaczął się rok szkolny zacząłem robić za szofera Jade, ponieważ Mia musiała wcześniej wyjeżdżać, a nie mieliśmy serca wysyłać dziewczynki tak wcześnie to szkoły. Tak więc stałem teraz na skrzyżowaniu pukając palcami w rytm piosenki i denerwowałem się na idiotę przede mną. Hello ja tu mam dziecko, które śpieszy się do szkoły!

Staliśmy tak jeszcze pięć minut, a ja prawie zmolestowałem klakson. Potem ruszyłem szybciej by mój skarb nie spóźnił się już trzeciego dnia szkoły. Takie atrakcje to dopiero w gimnazjum.
Zaparkowałem przed szkołą i pożegnałem się z czarnowłosą obiecując jej, że tym razem mama ją odbierze. Pomachałem jej, a gdy zniknęła w budynku odjechałem.

Zajechałem do sklepu robiąc zakupy, a następnie wróciłem do domu. Nikogo oprócz mnie nie było więc włączając jakiś film zająłem się sprzątaniem.
Mógłbym być perfekcyjną panią domu, pomyślałem patrząc na świecący czystością salon. Zabrałem się za kuchnie, a gdy kończyłem wszyscy zaczęli wracać. Spojrzałem na zegarek. Było chwilę po 14. Kazałem im zrobić sobie coś do jedzenia i oznajmiłem, że za chwilę wychodzę.

Po szybkim prysznicu, ubrałem się w moją kochaną czerń. Zbiegłem ze schodów i z szybkim "Trzymajcie się" wyszedłem.



sobota, 7 maja 2016

Rozdział 1

Oliver

Skończyłem rozkładanie nowych produktów, więc nucąc pod nosem wróciłem do lady. Na blacie leżała kartka z wiadomością od pani Cooper.

Klucze są tam gdzie zawsze. Jak skończysz zamknij i widzimy się po weekendzie.

Westchnąłem, ta kobieta była dziwna. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu.

-Za godzinę dwudziesta... - mruknąłem do siebie.

Włożyłem do uszu słuchawki i powróciłem do przeglądania półek.

*

Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Zdziwiłem się gdyż myślałem że je zamknąłem. Wychyliłem się zza jednej z półek i zobaczyłem chłopaka. Był odwrócony do mnie tyłem. W dłoni trzymał pistolet. Przeraziłem się nie na żarty. Chciałem jak najszybciej dostać się do lady gdzie był mój nie dawno odłożony telefon. Musiałem zadzwonić na policję. Przełknąłem ślinę i powoli schylony ruszyłem ku ladzie.

-Xav czysto -usłyszałem, gdzieś przed sobą.

-Sprawdź dokładniej, bo wątpię by ktoś zostawił telefon i wyszedł -głos był męski, ale miał w sobie pewną nutę delikatności <hhahhaha gdy piszesz po przerwanych seksach wszystko jest delikatne> Dopiero po chwili dotarło do mnie, że mowa o moim telefonie. Zatrzymałem się i zacząłem gorączkowo myśleć co robić. Koniec końców cofnąłem się do końca alejki i nawet się nie rozglądając biegiem ruszyłem do wyjścia. Nie słysząc żadnych kroków ani krzyków, uśmiechnąłem się z radością. Byłem już przy drzwiach, gdy poczułem obejmujące mnie w pasie silne ramię.

-Gdzie się księżniczka wybiera? -usłyszałem przy uchu. Zadrżałem.

-Z dala od ciebie! - wyrwałem się z rąk chłopaka i odwróciłem się do niego twarzą. Czarna bluza z kapturem naciągniętym na głowę i chusta ujawniały tylko jego przeszywające zielone oczy. Cofnąłem się do tyłu na co w oczach chłopka pojawiły się niebezpieczne błyski.

-Nie zapomniałeś o czymś? -zapytał z kpiną w głosie, wyciągając z kieszeni mój telefon i machając nim w powietrzu.

-Oddaj mi go! - wykrzyknąłem chcąc odebrać swoją własność. Odpowiedział mi tylko chłodny śmiech.

-Żebyś mógł zadzwonić na policje? Nie sądzę.

Byłem na niego zły. Wściekły, ale nadal się bałem. Nie wiedziałem do czego jest on zdolny. Było ich dwóch.

-Xav bierzemy go i wracamy. Kasę już wziąłem - odezwał się ten drugi wychodząc zza lady. Już chciałem zaprotestować, gdy zobaczyłem że zielonooki ściąga chustę ukazując przystojną twarz z kpiącym uśmiechem na ustach. Podszedł on do mnie i rzucił materiał koledze.

-Nie mam zamiaru słuchać jego wrzasków, więc zawiąż mu to na ustach.

-Nie przesadzasz? -zapytał najwyraźniej młodszy chłopak. Podchodząc do naszej dwójki. Zacząłem się szarpać. Nie chciałem iść z nimi.

-Nie uśmiecha mi się trafić do więzienia, przy okazji narażając was tylko dlatego że masz wielkie serce -usłyszałem warknięcie zirytowanego moim zachowaniem zielonookiego. Może jak się wkurzy to zostawi mnie w spokoju? Albo zginiesz na miejscu, pomyślałem zastygając w bezruchu.

-Zostawcie mnie. Nic nie powiem policji. Dam wam pieniądze.

-Pieniądze to my już mamy księżniczko -odparł chłopak zacieśniając swój uścisk. Chwile później miałem związane usta i siedziałem na tylnym siedzeniu z tym milszym chłopakiem, a zielonooki prowadził. Wnętrze auta wypełniała jakaś szybka rockowa muzyka.

*

Zatrzymaliśmy się. Nie wiem ile jechaliśmy i gdzie jesteśmy. Czułem się zmęczony i przerażony. Wysiedliśmy przy dość dużym domu z jasnego kamienia i dużymi oknami. Miał on chyba jakieś trzy piętra i wydawał się stary. Zielonooki zamknął samochód i podszedł do drzwi, które następnie otworzył. Milszy chłopak poprowadził mnie do pomieszczenia, w którym siedziała czwórka innych mężczyzn, dwie kobiety i mała dziewczynka wesoło tańcząca na środku pokoju.

-Nowy znajomy Will? -sarknął niebieskowłosy chłopak z błyskami rozbawienia w oczach.

-Na pewno będzie lepszym od ciebie - zaśmiał się i spojrzał na zielonookiego. -Co z nim Xav?

-Jak zaproponuje piwnice to Mia mnie zabije, więc pokaż mu naszą gościnę i zaprowadź do gościnnego pokoju. -chłopak ściągnął kaptur ukazując roztrzepane, ciemno brązowe włosy. Dziewczynka o czarnych włosach podbiegła do niego i stanęła wyciągając rączki w jego stronę z niewinnym uśmiechem. Po chwili była już w jego ramionach. -Na razie może zostać z wami, a ja idę robić wam coś do jedzenia bo znając życie nic nie jedliście.

Chłopak lekko pociągnął mnie za ramie i skierował ku dużym schodom. Otworzył przede mną ostatnie na korytarzu ciemne drzwi. Pokój był w kolorach mlecznej kawy. Duże okno dodawało mu jeszcze więcej jasności. Przy oknie stało duże łóżko z czekoladowo-kremową pościelą. Po bokach znajdowały się drewniane komódki na których były lampki. Na lewo od wejścia była większa komoda i szafa. Drewniane, jasne panele były pokryte futrzastym, białym dywanem. W pokoju była także półka z jakimiś książkami i ciemny fotel. Na prawo od wejścia były drzwi, prowadzące -zgaduję- do łazienki.

-Rozgość się - powiedział na co spojrzałem się na niego jak na idiotę.

Miałem związane ręce i zakneblowane usta. I on mi każe się rozgościć?!
Jego ciemno niebieskie oczy spojrzały się na mnie w przepraszającym geście i odwiązał mnie.

-Po co tu jestem? -spytałem od razu i potarłem lekko obolałe nadgarstki.

-Byś nie wygadał -odparł z prostotą. Spojrzał za okno, gdzie pojawiało się powoli słońce, a następnie na zegarek -Za jakąś godzinę będzie śniadanie. I pamiętaj by nie próbować uciekać, bo źle skończysz.

-To groźba?

-Bardziej ostrzeżenie. W szafie masz jakieś ubrania, więc jeśli chciałbyś się wykąpać czy coś... My jesteśmy na dole więc zawsze możesz po prostu zejść i z nami posiedzieć.

-O tak! Marzę o tym! - zakpiłem otwierając szafę.

-Sarkazm ci nie pomoże.

Chłopak wyszedł, a ja biorąc jakieś spodnie i koszulkę ruszyłem do drzwi na prawo. Jednak miałem rację i była to łazienka. Miała jeszcze w przeciwieństwie do pokoju dodatki czerni. Była w niej wanna oraz prysznic. Czując głód wybrałem szybki prysznic. Przebrany i wykąpany wróciłem do swojego pokoju. Musiałem wreszcie pomyśleć racjonalnie.

Porwano mnie.
Nie mam telefonu.
Chyba nawet nie wiedzą kim jestem - więc dobrze.

Jak ja mam stąd uciec skoro nie wiem nawet gdzie jesteśmy! Droga była zbyt długa by ją zapamiętać, nie pomagało to, że była noc.

Muszę zdobyć telefon. Do tego potrzebuję ich. Gdy stracą czujność, ja zadzwonię po pomoc.

Ten plan wydawał się zbyt łatwy.

Cicho wychodząc z pokoju ruszyłem na dół. Słysząc głosy mężczyzny skierowałem się w ich stronę.

Xav

Z kubkiem kawy usiadłem na swoim miejscu i spojrzałem po wszystkich roześmianych twarzach. Uchwyciłem wzrok siostry, której wysłałem uspokajający uśmiech. Mała Jade zagadywała chłopaków, a Mia koniec końców zaczęła rozmawiać z Emmą.

-Masz jakieś plany? -odezwał się Nathan. Spojrzałem pytająco w jego szare oczy. -Zawsze coś planowałeś, a zbliża się koniec wakacji, więc Michael i Jade wrócą do szkoły...

-To tylko ostatni rok -fuknął blondyn o orzechowych oczach. Wszyscy się zaśmiali. Michael był najmłodszy z nas wszystkich, co nie raz było powodem żartów innych.

-Nawet jeśli bym coś planował była by to niespodzianka by was wkurzyć -odparłem z uśmiechem.

-A masz plany co do mnie? - usłyszałem głos bruneta, który wszedł do kuchni.

-Ukatrupić? -zapytałem słodkim tonem. Jordan parsknął śmiechem i ukrył szeroki uśmiech za kubkiem herbaty.

-Xavier! -warknęła moja siostra. Przewróciłem oczami i pokazałem chłopakowi by usiadł, przy okazji przyglądając mu się. Blada cera, duże oczy koloru ciemnej czekolady i brązowe włosy z jaśniejszymi przebłyskami. Nie był jakoś szczególnie umięśniony, ale nie miało się zarzutów do jego szczupłej sylwetki.

-Przecież wiesz, że nie zrobię tego. Chyba że mnie wkurzy, wtedy to inna sprawa...

-Wtedy to znajdź inny sposób! -syknęła dziewczyna poprawiając swoje czarne włosy.

-Ale...

-Xavier!

-No dobłłłaa... - mruknąłem i podałem chłopakowi kubek z kawą.

Brunet cicho podziękował i napił się ciemnego napoju.

-Jak masz na imię? - spytała go moja siostra.

Przez chwilę chłopak zastanawiał się czy odpowiedzieć, ale w końcu wydusił z siebie:

-Oliver.

-Oswajanie księżniczki część pierwsza -mruknąłem i usłyszałem jak ktoś się krztusi. Słodkie mordercze oczęta bruneta skupiły się na mnie.

-Nie nazywaj mnie księżniczką.

-Jak sobie życzysz Wasza Wysokość -odparłem patrząc na niego z wyzwaniem.

Oliver tylko uderzył czołem o blat stołu.

-Boże widzisz, a nie grzmisz... - mruknął.

-Lucyferku ty bezbożniku! Do spowiedzi za łamanie dekalogu! -wykrzyknąłem. Pomieszczenie wypełnił zbiorowy śmiech. Brązowe oczy wydawały się wątpić w moje zdrowie psychiczne, posłałem mu drapieżny uśmiech.

-Nie przejmuj się nim -podszedł do niego Will i do objął. -Xavek ma to do siebie, że trudno go zrozumieć.

-Mojego imienia się bardziej nie zdrabnia -fuknąłem wydymając usta.

-Właśnie widzę -mruknęła moja księżniczka. Posłałem mu chłodne spojrzenie.

-Po południu pojadę do miast, więc jak zawsze piszcie na kartce co potrzebujecie. Uwzględnijcie jeszcze naszego gościa -powiedziałem dopijając kawę.

-Nie mogę z tobą po prostu jechać? - spytał, a jego oczy zamigotały. Ktoś tu ma niecne plany, pomyślałem wstając i podchodząc do niego.

-Kochanie nie jestem głupi. Nawet jeśli bym się zgodził, jeden zły ruch i po tobie. Lepiej to zapamiętaj -w moim głosie dało się wyczuć niebezpieczną nutkę. Chłopak zadrżał lekko i przekrzywił głowę by spojrzeć mi prosto w oczy.

-Nie jestem głupi. To mogę?

-Will jedziesz z nami -powiedziałem prostując się. -Jade co powiesz na spacer?

-Tak!!!

*

Usiedliśmy na ławce z lodami. Dziewczynka była zachwycona. Patrzyłem jak kończy rożka i podbiega do stawu. Obserwowałem ją kątem oka ciesząc się słoneczną pogodą.

W parku byliśmy dwie godziny po czym wolnym krokiem ruszyliśmy z powrotem. W połowie drogi dziewczynka zrobiła słodkie oczy bym ją wziął na barana.
Weszliśmy do domu i ruszyłem do salonu, gdzie zostawiłem Jade i ruszyłem do swojej sypialni. Ogólnie całe ostatnie piętro, potoczny strych należało do mnie. Lubiłem tą dawkę prywatności, którą oczywiście moja "rodzinka" miała to w dupie.

Wziąłem szybki prysznic, po czym ubrany w czarne jeansy i koszulę stanąłem przed lustrem. Sięgnąłem do szafki po soczewki. Chwilę później miałem ciemno szare oczy. Uśmiechnąłem się do swojego odbicia i biorąc parę błękitnych soczewek ruszyłem do pokoju, w którym powinien być chłopak. Po zapukaniu wszedłem do środka. Brunet siedział zwinięty w fotelu i czytał jakąś książkę. Podniósł na mnie pytający wzrok.

-Czas na zmianę księżniczko -oznajmiłem rzucając mu pudełeczko z soczewkami.

-Po co niby?

-System bezpieczeństwa -odparłem przypatrując się mu -Za chwilę jedziemy więc po prostu załóż je i idziemy.

Chłopak warknął coś pod nosem i biorąc pudełeczko poszedł na chwilę do łazienki.

-Wole swoje brązowe oczy! - krzyknął z łazienki.

-Nie każe ci w nich umierać do cholery -warknąłem.

-Dobraaa...Idęęę...

Gdy zeszliśmy na dół i weszliśmy do salonu zobaczyłem Jordana siedzącego na Will'u. Chłopaki grali na konsoli, ale po co ta dziwna pozycja? Lepiej nie pytać. Czasami można przy nich oszaleć. Nie mniej jednak uwielbiałem ich. I nie pozwolę ich nikomu skrzywdzić.

-Willuś nie chcę ci przerywać tej romantycznej sceny, ale jedziemy.

-Już idę! Jordan złaź ze mnie! - niebieskooki zrzucił z siebie przyjaciela i podszedł do mnie z szerokim uśmiechem.

*

Droga minęła nam na słuchaniu gadania Will'a, w którymś momencie miałem ochotę zatrzymać się i kazać mu wysiąść. Zaparkowaliśmy na parkingu w centrum. Odwróciłem się na fotelu by spojrzeć na dwójkę chłopaków z tyłu.

-Zaczynamy od chcicy pań czy skończymy tym? -zapytałem z powagą.

-Kończymy - stwierdził blondyn.

Wysiedliśmy z samochodu.

Przeszliśmy parę ulic aż dotarliśmy do ulicy pełnej sklepów. Ruszyliśmy oglądając wystawy.
Weszliśmy do jednego z sklepów. Chodziłem cały czas z Oliver'em by jednak w razie czego go powstrzymać od jakiegoś kontaktu.

-Masz przypadkiem przy sobie mój telefon? - brunet przeglądał teraz akurat koszule.

-Może.

-Potrzebuję go na chwilę. Spokojnie nie chcę do nikogo zadzwonić ani napisać. Po prostu przy kasie dasz mi telefon i będę mógł przynajmniej zapłacić za zakupy.

Pokiwałem głową na zgodę.

-XAV! MUSISZ TO KUPIĆ! -usłyszałem wrzask Will'a. Właściwie cały sklep go słyszał. Blondyn podbiegł do nas z białą bluzą. Patrzyłem z ni to niedowierzaniem, ni to rozbawieniem na wielki krwawy napis "LUCIFER IS MY DAD".

-Czy to jest jakaś ukryta sugestia? -zapytałem unosząc jedną brew.

-Po prostu ta bluza pasuje do ciebie! I nawet twój rozmiar! -wesoło wcisnął mi ją w ręce. -Co tam księżniczko? Wybrałeś sobie już coś?

-Jak miło mieć wybór. -mruknąłem i wrzuciłem bluzę do koszyka. Chłopcy pogrążyli się w rozmowie na temat pasującej do Oliver'a koszuli. Przewróciłem oczami i oparłem się o półki. Rozejrzałem się po ludziach napotykając wzrok jakiejś dziewczyny. Posłała mi ona przymilny uśmiech, a ja miałem ochotę rzygnąć na ilość makijażu na jej twarzy.

-Idę z Oliimmm do przymierzalni. Tym razem nie krzycz gdy ona podejdzie - wskazał  głową delikatnie na dziewczynę.

-Zostawiasz mnie z tym? -zapytałem z niedowierzaniem. Oliver patrzył na nas z niezrozumieniem, a Will posłał mi tylko pocieszające spojrzenie i pociągnął bruneta w stronę przymierzalni.
Długo nie musiałem czekać aż dziewczę niby przypadkiem przechodziło obok mnie i trzepotało rzęsami jakby coś jej wpadło do oka. Jak to się może komuś podobać?!

-Część -to się do mnie odzywa, mamoooo. Dobra zachowam zimną krew, zaraz sobie pójdzie albo chłopaki wrócą.

-Hej.

-Organizuję imprezę jutro. Przyszedłbyś?  -wypięła się jakby chciała mi wydźgać oczy cyckami. Myśl, myśl, myśl... Nie chcesz tam iść, ale jesteś dżentelmenem i nie powiesz jej tego prosto w twarz. Spojrzałem z nadzieją w stronę przymierzalni, ale po mojej pomocy nie było ani śladu.

-Em...

Oliver

-Nie pasuje mi ten kolor - jęknąłem przymierzając kolejną bluzkę podaną przez chłopaka.

-Może wreszcie się pokaż, a nie mówisz że wszystko jest zueee! -szybkim ruchem odsunął zasłonę na co podskoczyłem w miejscu. -Em...

Spojrzałem w lustro. Blondyn znajdował się za mną i miał delikatnie zaczerwienione policzka. Miałem na sobie jedynie bokserki.

-Nie mogłeś ubrać spodni? -zapytał opuszczając wzrok, a następnie zasunął zasłonkę.

-Nie mogłeś powiedzieć że chcesz mi wejść do przebieralni?

-No niby mogłem, ale kto by pomyślał, że narzekasz na koszule, a przymierzasz spodnie?!

-Narzekałem na kolor spodni! I koszuli! -usłyszałem prychnięcie i lekko oddalony głos chłopaka.

-Szczegół... -nagle zaśmiał się. Wyjrzałem zza zasłonki by zobaczyć jak wychyla się na część sklepową. -Jeśli chcesz się ze mną pośmiać to rusz się tu szybko.

Jak na zawołanie podbiegłem do chłopaka po drodze zapinając spodnie. Po wychyleniu się zobaczyłem jakąś dziewczynę opartą o pierś Xav'a, który wyglądał jakby myślał o samobójstwie.

-Myślisz, że trzeba go ratować od tej barbie?

-Nieee, chce zobaczyć rozwój sytuacji -odpowiedział blondyn z szerokim uśmiechem. 

-Alee taa blondii zgwałci go! - zaśmiałem się gdy dziewczyna mówiła coś chłopakowi. Ten spróbował się odsunąć lecz ona nie dała za wygraną przylepiając się do niego jeszcze mocniej. Ja i Will dostaliśmy napadu śmiechu, który przyciągnął wzrok chłopak. Zmrużył on oczy i skrzywił się wracając spojrzeniem do blondynki. Powiedział jej coś ta pokręciła głową z niedowierzaniem on za to z przepraszającą miną kiwał głową i spojrzał na chłopaka, który wpatrywał się w nich od paru minut. Znowu coś powiedział i czarnowłosy podszedł do nich z uśmiechem patrząc na Xav'a, a dziewczynę po prostu ignorując. I wtedy stało się coś co mnie zszokowało brunet odepchnął dziewczynę i przyciągnął do siebie szatyna wpijając się w jego usta. Blondynka otwierała i zamykała usta, a następnie krzyknęła coś i odeszła.

Blondyn pociągnął mnie w stronę chłopaków, a ja nadal nic nie mówiąc z szokiem wpatrywałem się w Xav'a.

-Co się stało księżniczce? -brunet pstryknął mi palcami przed twarzą wyrywając mnie z szoku, jednak w głowie miałem jeden, wielki znak zapytania. -A ty zdrajco czemu mnie nie uratowałeś jakoś? Ja się czułem molestowany i nie jest to śmieszne! Jej ręka była tam gdzie nie powinna...

Wzdrygnął się patrząc oskarżycielsko na śmiejącego się Will'a i szatyna.

-Może wrócę do przymierzalni - mruknąłem zauważając, że stoję po środku sklepu jedynie w spodniach i butach.

-Ej! Czekajjj! - zatrzymał mnie obcy szatyn. -Ja cię chyba skądś znam...Jak się nazywasz?

Odpowiedzieć?
Nie odpowiedzieć?
Odpowiedzieć?
Nie odpowiedzieć?

-Oliver Nolan... -usłyszałem jęk. Spojrzałem na Xav'a, który wpatrywał się we mnie z mieszaniną emocji.

-Nie mówcie, że to syn tego reżysera, błagammm...

-Mówiłem, że nie chcecie mnie porywać - wystawiłem mu język i tym razem z powodzeniem ruszyłem do przebieralni.

Xav

Patrzyłem jak chłopak się oddala. Pokazałem Will'owi by za nim szedł podając mu jeszcze telefon chłopaka.

-No, no... widzę, że nieźle się bawisz -usłyszałem głos Jake'a. Spojrzałem na niego z chęcią mordu. Ten uniósł ze śmiechem dłonie w górę. Pokręciłem głową starając się wymyślić co zrobić. Wybrałem jeszcze parę rzeczy i opuściłem sklep. Napisałem Will'owi, że mogą robić z chłopakiem co chcą, a jak skończę zakupy to napiszę do niego.

W ten sposób wylądowałem z Jake'm na dziale kobiecym szukając pieprzonego tuszu do rzęs. Szatyn skakał wesoło między alejkami nie przejmując się krytycznymi spojrzeniami innych.

-A mogę wziąć Nolan'a do siebiee? - wychylił się w moją stronę zza jednej z półek. -Słodki jest.

-Po jego minie przedtem twierdzę, że nie jest zainteresowany mężczyznami i nie oddam ci go -odparłem znajdując wreszcie odpowiedni kosmetyk i ruszyłem z koszykiem w dłoni do kasy. Po opuszczeniu sklepu skierowaliśmy się do kawiarni. Napisałem do Will'a, a Jake zamówił nam w tym czasie kawę i ciasto.

-Po co ci on...? Skoro nawet nie jest gejem! W dodatku...Porwałeś go?!

-Drzyj się dalej -sarknąłem upijając łyk kawy. -I to samo pytanie do ciebie. Po co ci on jak ty też nie jesteś gejem?

-Jestem w połowie, więc...A on jest taki uroczy i słodziaśny. W dodatku bardzoooo sławny i bogatyyy.

-Bo tylko na to się patrzy... -naszą rozmowę przerwało pojawienie się zdyszanego Will'a. Podbiegł on do mnie i zaczął przepraszać. -Zamknij się. A teraz mów o co chodzi. I gdzie jest Oliver.

-On...uciekł.

-Jak to uciekł?! - warknąłem podnosząc się z miejsca. -Miałeś go do cholery pilnować.

-Tylko na chwilkę się odwróciłem, a on zniknął...Ma przy sobie telefon.

-Jeśli zgłosi to na policje to mamy kurwa przesrane -utkwiłem morderczy wzrok w blondynie. Ten wydawał się obawiać mojego wybuchu, który mógł nastąpić. -Do auta.

-Xev jak myślisz. Ma on facebook'a na telefonie? -spojrzałem na szatyna wahając się czy go nie uderzyć.

-Co mnie to obchodzi?!

-Mogę go namierzyć.

-To zrób to! -zostawiając pieniądze na blacie ruszyliśmy w stronę parkingu.

*

-To tu? -zapytałem chcąc się upewnić. Jake potaknął na co zaparkowałem. Każąc im zostać w samochodzie ruszyłem w stronę budynku z myślą o zabiciu pewnego wkurzającego bruneta. Ominąłem furtkę i zadzwoniłem do drzwi.

Otworzył mi mężczyzna w podeszłym wieku. Ubrany był w elegancką koszulę i spodnie, czarne, garniturowe. Spojrzał się na mnie jasnoszarymi oczami.

-Pan jest znajomym Oliver'a? -posłałem mu uprzejmy uśmiech.

-Tak. Jest w domu?

-Niedawno wrócił. Powinien być w kuchni. - mężczyzna zaprowadził mnie do wspomnianego pomieszczenia.



Dom, a raczej willa była ogromna i przestronna. Dodatki drewna i jasnych kolorów były idealnym połączeniem. Kuchnia była także w stylu takim jaki dom. Prawie cała biało kremowa z dodatkami drewna. Na jednym z krzeseł barowych siedział brunet ubrany jedynie w spodnie dresowe. Nie miał już soczewek i patrzał się na mnie czekoladowymi oczami. Dał sygnał staruszkowi by odszedł, a on sam z lampką szampana spojrzał na mnie.

-Serio? Co ty się tak uczepiłeś mnie jak rzep psiego ogona? Przecież nie zadzwoniłem na policje i nie mam takiego zamiaru.

-Mam na to tylko twoje słowo i jakoś mnie to nie przekonuje -odparłem chłodnym tonem. Pewnie dałbym mu spokój, gdyby nie to że po prostu mu nie wierzyłem. 

-A jak mam ci kurde to uświadomić? Mam pracę, studia. Nie zostawię tego przez to, że  mnie porwaliście!

Westchnąłem podchodząc do niego, gdy byłem za nim wyciągnąłem przygotowaną wcześniej strzykawkę i wbiłem ją w ramię chłopaka. Ten syknął i chciał się wyrwać lecz przytrzymałem go w miejscu. Czując jak się rozluźnia szybko napisałem karteczkę, że wyjeżdża ze znajomymi, a następnie z chłopakiem na rękach opuściłem budynek nie natrafiając na staruszka. Posadziłem go z tyłu ku radości Jake'a. Wsiadłem za kierownice i odjechałem.

Oliver

Obudziłem się czując pulsujący ból w głowie. Czułem się jakbym miał ogromnego kaca. Przetarłem ręką oczy i usiadłem na łóżku. Rozejrzałem się po pokoju.

-Chyba sobie kurwa żartujecie?! - krzyknąłem gdy poznałem pokój w posiadłości tej dziwnej grupki osób. -Pieprzeni porywacze!

Wstałem  i podszedłem do drzwi. Nacisnąłem klamkę i mocno szarpnąłem. Nic. Zostałem zamknięty w tym pokoju. Wkurzony uderzyłem głową o drzwi.


Nagle usłyszałem szczęk otwieranych drzwi, więc odsuwając się spojrzałem na szatyna, który się w nich pojawił.

-Nie krzycz księżniczko. Złość piękności szkodzi - powiedział i podał mi tace na której znajdował się kubek z kawą i talerzyk z kanapkami. -Jest pora śniadaniowa, ale Xav nie pozwolił cię wypuszczać...No więc przyniosłem ci śniadanie tu!

Westchnąłem. Ten chłopak był dziwny.

-Dzięki - mruknąłem odbierając śniadanie i kładąc je na jedną z komódek.

-Będę tu zaglądał byś się nie zanudził słoneczko! - pomachał mi energicznie. -Łap!

Rzucił w moją stronę coś małego. Jak się okazało była to mp4 z słuchawkami.

-Jak się będziesz bardzo nudził, to chociaż przy dobrej muzyce - zaśmiał się i wyszedł. Przejrzałem playliste i stwierdziłem, że może nie umrę z nudów. Położyłem się na łóżku z kubkiem w dłoni i zacząłem rozmyślać. W co ja się wpakowałem? Czy teraz będzie jak w tych wszystkich filmach, gdzie porywają kogoś i żądają okupu? A może jestem tu dla jakiejś chorej satysfakcji zielonookiego? Chciałem do domu. Może i byłem tam samotny, ale przynajmniej czułem się bezpieczny.

Parę godzin później przyszedł do mnie Jake. Chłopak ciągle o czymś nawijał, a ja po prostu błądziłem myślami w głowie.

-Jakiej jesteś orientacji? -to pytanie wybudziło mnie całkowicie z myśli.

-Słucham?

-Jakiej jesteś orientacji? - powtórzył patrząc się z zaciekawieniem na mnie.

-Nie wiem... - mruknąłem przytulając się do poduszki. Chłopak posłał mi zdziwione spojrzenie.

-Serio? Masz ponad 20 lat i nie wiesz? Powiedz jeszcze, że jesteś prawiczkiem, a złoże śluby czystości -zakpił.

-To zacznij składać - uśmiechnąłem się do niego złośliwie.

-Ty nie żartujesz?!

Pokręciłem jedynie głową przypominając sobie początek szesnastych urodzin. Matka wtedy angażowała się w moją przyszłość. Miałem mnóstwo podpisanych kontraktów z gazetami, fotografami i studiami modelingu. Mnóstwo dziewczyn wtedy leciało na mnie, ale każda była taka sama. Tylko pieniądze, sława, wygląd, nic poza tym. Z żadną nie byłem dłużej niż trzy tygodnie. Powtarzało się to do dziewiętnastu lat. W końcu miałem dość i przestałem się nimi interesować w jakikolwiek sposób.

-Ile masz tak właściwie lat? -zapytał szatyn przeczesując dłonią swoje włosy.

-Dwadzieścia dwa - powiedziałem. Rozmowa zeszła na luźniejsze tematy. W końcu czułem się normalnie. Pod wieczór do pokoju weszła czarnowłosa dziewczyna, która była siostrą zielonookiego głupka.

-Xav wyszedł więc zejdźcie do salonu, a nie się czaicie tu.

Jake wstał rozciągając się i ruszył do drzwi. Odsunąłem się od okna i ruszyłem za szatynem.

-Księżniczka powróciła! - wykrzyknął kolorowowłosy.

-Co wy macie z tą księżniczką? - spytałem zirytowany monotonnym przezywaniem mnie.

-Lubią irytować ludzi -odparła zielonooka siadając na sofie. Czarnowłosa dziewczynka za to podeszła do mnie z nieszczęśliwą minką.

-To ty wkurzyłeś wujusia?

-Chyba tak. Ale wiesz wujuś mnie tez wkurzył. Wiec jesteśmy kwita.

-Mój brat ma dobre chęci, ale czasem cóż... źle do nich dąży -powiedziała przepraszająco jego siostra.

-Nie widzę dobrych chęci w porywaniu mnie -mruknąłem siadając na kanapie obok kolorowowłosego, który grał na konsoli.

-On nie wierzy, że nie zgłosisz tego choć trzeba przyznać, że teraz chyba nawet pogorszył sytuacje -powiedział ze zmęczeniem Will. W pomieszczeniu zapadła cisza.
Niebieskowłosy po skończonej rundzie podał mi pada przez co odciągnąłem trochę swoje myśli od tego wszystkiego.

Kolorowowłosy jak się okazało nazywał się Jordan Razem z nim i Will'em zaczęliśmy grać wspólnie w jakąś strzelaninke.

-Jorduś założę się że cię pokonam! - krzyknął blondyn.

-Chciałbyś! I NIE NAZYWAJ MNIE "JORDUŚ"!

Chłopaki zachowywali się jak rodzeństwo. Gdybym ich kiedykolwiek wcześniej spotkał, na pewno bym nie porównał ich do 'porywaczy'. No może Xav'a. Wiem, że to trochę chamskie porównywać kogoś do porywacza lub kryminalisty, ale zielonooki na takiego wyglądał.

*

-Zamawiamy pizze - odezwał się Nathan. -Ktoś widział królewicza od księżniczki?

-Wciąż nie wrócił -odparł leżący na dywanie Mikey. Mia zeszła właśnie ze schodów, bo była położyć małą. Posłała nam lekki uśmiech i wskazała piętro.

-Wrócił. Poprzeklinał na was i zniknął u siebie.

-Trzeba mu kraty wstawić w okna -mruknął Nathan.

-Zabiłby cię -odparł blondyn.

Nie chcąc słyszeć kolejnej kłótni chłopaków poszedłem do kuchni. Do czajnika nalałem wody i wstawiłem ją by zaparzyć sobie kawę. Z czarnym napojem ruszyłem do swojego pokoju.

Usiadłem w fotelu, który stał tak że mogłem patrzeć za okno i z słuchawkami w uszach i ciepłym napojem wpatrywałem się w nocne niebo.

Xavier Cave


Xavier Cave


Wiek: 24 lata

Wygląd: Wysoki, umięśniony chłopak o ciemno brązowych włosach, które wiecznie są w naturalnym nieładzie i przeszywających zielonych oczach. Wyczuwa się od niego aurę tajemniczości i grozy. Gdy się szczerze uśmiecha, jego oczy błyszczą radośnie.

Charakter: Z lekka tajemniczy i chłodny. Jednak między bliskimi pokazuje swoje delikatniejsze oblicze. Często używa sarkazmu i ironicznych uwag. Posiada wybuchowy charakter, więc gdy ma zły dzień każdy schodzi mu z drogi. Opiekuńczy i troskliwy w stosunku do swojej "rodziny".

Rodzina: Jego rodzice nie żyją. Wraz z siostrą;Mia, mieszkają w pozostawionym po nich domu. Dla Xav'a rodziną stała się czwórka przyjaciół <William, Nathan, Jordan, Michael> żyjąca wraz z nim w domu rodziców. Ma również siostrzenice, małą Jade.

Inne:




Oliver Nolan

Oliver Nolan


Wiek: 22 lata

Wygląd: Oli to chłopak o czekoladowych włosach i tego samego koloru oczach. Ma delikatnie opaloną cerę i wysportowane ciało.

Charakter:

Oliver to dość miły i pomocny chłopak. W niektórych momentach naprawdę zachowuje się jak tchórz, choć w innych może pokazać odwagę i waleczność. Potrafi postawić na swoim i jest bardzo uparty. Trzyma się zasady ojca, że przyjaciół dobiera się ostrożnie. Nie jest łatwowierny.

Rodzina:

* ojciec * Christophen Nolan - sławny brytyjski reżyser
* matka * Isabelle Nolan - modelka


Inne:




Layout by Raion