sobota, 7 maja 2016

Rozdział 1

Oliver

Skończyłem rozkładanie nowych produktów, więc nucąc pod nosem wróciłem do lady. Na blacie leżała kartka z wiadomością od pani Cooper.

Klucze są tam gdzie zawsze. Jak skończysz zamknij i widzimy się po weekendzie.

Westchnąłem, ta kobieta była dziwna. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu.

-Za godzinę dwudziesta... - mruknąłem do siebie.

Włożyłem do uszu słuchawki i powróciłem do przeglądania półek.

*

Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Zdziwiłem się gdyż myślałem że je zamknąłem. Wychyliłem się zza jednej z półek i zobaczyłem chłopaka. Był odwrócony do mnie tyłem. W dłoni trzymał pistolet. Przeraziłem się nie na żarty. Chciałem jak najszybciej dostać się do lady gdzie był mój nie dawno odłożony telefon. Musiałem zadzwonić na policję. Przełknąłem ślinę i powoli schylony ruszyłem ku ladzie.

-Xav czysto -usłyszałem, gdzieś przed sobą.

-Sprawdź dokładniej, bo wątpię by ktoś zostawił telefon i wyszedł -głos był męski, ale miał w sobie pewną nutę delikatności <hhahhaha gdy piszesz po przerwanych seksach wszystko jest delikatne> Dopiero po chwili dotarło do mnie, że mowa o moim telefonie. Zatrzymałem się i zacząłem gorączkowo myśleć co robić. Koniec końców cofnąłem się do końca alejki i nawet się nie rozglądając biegiem ruszyłem do wyjścia. Nie słysząc żadnych kroków ani krzyków, uśmiechnąłem się z radością. Byłem już przy drzwiach, gdy poczułem obejmujące mnie w pasie silne ramię.

-Gdzie się księżniczka wybiera? -usłyszałem przy uchu. Zadrżałem.

-Z dala od ciebie! - wyrwałem się z rąk chłopaka i odwróciłem się do niego twarzą. Czarna bluza z kapturem naciągniętym na głowę i chusta ujawniały tylko jego przeszywające zielone oczy. Cofnąłem się do tyłu na co w oczach chłopka pojawiły się niebezpieczne błyski.

-Nie zapomniałeś o czymś? -zapytał z kpiną w głosie, wyciągając z kieszeni mój telefon i machając nim w powietrzu.

-Oddaj mi go! - wykrzyknąłem chcąc odebrać swoją własność. Odpowiedział mi tylko chłodny śmiech.

-Żebyś mógł zadzwonić na policje? Nie sądzę.

Byłem na niego zły. Wściekły, ale nadal się bałem. Nie wiedziałem do czego jest on zdolny. Było ich dwóch.

-Xav bierzemy go i wracamy. Kasę już wziąłem - odezwał się ten drugi wychodząc zza lady. Już chciałem zaprotestować, gdy zobaczyłem że zielonooki ściąga chustę ukazując przystojną twarz z kpiącym uśmiechem na ustach. Podszedł on do mnie i rzucił materiał koledze.

-Nie mam zamiaru słuchać jego wrzasków, więc zawiąż mu to na ustach.

-Nie przesadzasz? -zapytał najwyraźniej młodszy chłopak. Podchodząc do naszej dwójki. Zacząłem się szarpać. Nie chciałem iść z nimi.

-Nie uśmiecha mi się trafić do więzienia, przy okazji narażając was tylko dlatego że masz wielkie serce -usłyszałem warknięcie zirytowanego moim zachowaniem zielonookiego. Może jak się wkurzy to zostawi mnie w spokoju? Albo zginiesz na miejscu, pomyślałem zastygając w bezruchu.

-Zostawcie mnie. Nic nie powiem policji. Dam wam pieniądze.

-Pieniądze to my już mamy księżniczko -odparł chłopak zacieśniając swój uścisk. Chwile później miałem związane usta i siedziałem na tylnym siedzeniu z tym milszym chłopakiem, a zielonooki prowadził. Wnętrze auta wypełniała jakaś szybka rockowa muzyka.

*

Zatrzymaliśmy się. Nie wiem ile jechaliśmy i gdzie jesteśmy. Czułem się zmęczony i przerażony. Wysiedliśmy przy dość dużym domu z jasnego kamienia i dużymi oknami. Miał on chyba jakieś trzy piętra i wydawał się stary. Zielonooki zamknął samochód i podszedł do drzwi, które następnie otworzył. Milszy chłopak poprowadził mnie do pomieszczenia, w którym siedziała czwórka innych mężczyzn, dwie kobiety i mała dziewczynka wesoło tańcząca na środku pokoju.

-Nowy znajomy Will? -sarknął niebieskowłosy chłopak z błyskami rozbawienia w oczach.

-Na pewno będzie lepszym od ciebie - zaśmiał się i spojrzał na zielonookiego. -Co z nim Xav?

-Jak zaproponuje piwnice to Mia mnie zabije, więc pokaż mu naszą gościnę i zaprowadź do gościnnego pokoju. -chłopak ściągnął kaptur ukazując roztrzepane, ciemno brązowe włosy. Dziewczynka o czarnych włosach podbiegła do niego i stanęła wyciągając rączki w jego stronę z niewinnym uśmiechem. Po chwili była już w jego ramionach. -Na razie może zostać z wami, a ja idę robić wam coś do jedzenia bo znając życie nic nie jedliście.

Chłopak lekko pociągnął mnie za ramie i skierował ku dużym schodom. Otworzył przede mną ostatnie na korytarzu ciemne drzwi. Pokój był w kolorach mlecznej kawy. Duże okno dodawało mu jeszcze więcej jasności. Przy oknie stało duże łóżko z czekoladowo-kremową pościelą. Po bokach znajdowały się drewniane komódki na których były lampki. Na lewo od wejścia była większa komoda i szafa. Drewniane, jasne panele były pokryte futrzastym, białym dywanem. W pokoju była także półka z jakimiś książkami i ciemny fotel. Na prawo od wejścia były drzwi, prowadzące -zgaduję- do łazienki.

-Rozgość się - powiedział na co spojrzałem się na niego jak na idiotę.

Miałem związane ręce i zakneblowane usta. I on mi każe się rozgościć?!
Jego ciemno niebieskie oczy spojrzały się na mnie w przepraszającym geście i odwiązał mnie.

-Po co tu jestem? -spytałem od razu i potarłem lekko obolałe nadgarstki.

-Byś nie wygadał -odparł z prostotą. Spojrzał za okno, gdzie pojawiało się powoli słońce, a następnie na zegarek -Za jakąś godzinę będzie śniadanie. I pamiętaj by nie próbować uciekać, bo źle skończysz.

-To groźba?

-Bardziej ostrzeżenie. W szafie masz jakieś ubrania, więc jeśli chciałbyś się wykąpać czy coś... My jesteśmy na dole więc zawsze możesz po prostu zejść i z nami posiedzieć.

-O tak! Marzę o tym! - zakpiłem otwierając szafę.

-Sarkazm ci nie pomoże.

Chłopak wyszedł, a ja biorąc jakieś spodnie i koszulkę ruszyłem do drzwi na prawo. Jednak miałem rację i była to łazienka. Miała jeszcze w przeciwieństwie do pokoju dodatki czerni. Była w niej wanna oraz prysznic. Czując głód wybrałem szybki prysznic. Przebrany i wykąpany wróciłem do swojego pokoju. Musiałem wreszcie pomyśleć racjonalnie.

Porwano mnie.
Nie mam telefonu.
Chyba nawet nie wiedzą kim jestem - więc dobrze.

Jak ja mam stąd uciec skoro nie wiem nawet gdzie jesteśmy! Droga była zbyt długa by ją zapamiętać, nie pomagało to, że była noc.

Muszę zdobyć telefon. Do tego potrzebuję ich. Gdy stracą czujność, ja zadzwonię po pomoc.

Ten plan wydawał się zbyt łatwy.

Cicho wychodząc z pokoju ruszyłem na dół. Słysząc głosy mężczyzny skierowałem się w ich stronę.

Xav

Z kubkiem kawy usiadłem na swoim miejscu i spojrzałem po wszystkich roześmianych twarzach. Uchwyciłem wzrok siostry, której wysłałem uspokajający uśmiech. Mała Jade zagadywała chłopaków, a Mia koniec końców zaczęła rozmawiać z Emmą.

-Masz jakieś plany? -odezwał się Nathan. Spojrzałem pytająco w jego szare oczy. -Zawsze coś planowałeś, a zbliża się koniec wakacji, więc Michael i Jade wrócą do szkoły...

-To tylko ostatni rok -fuknął blondyn o orzechowych oczach. Wszyscy się zaśmiali. Michael był najmłodszy z nas wszystkich, co nie raz było powodem żartów innych.

-Nawet jeśli bym coś planował była by to niespodzianka by was wkurzyć -odparłem z uśmiechem.

-A masz plany co do mnie? - usłyszałem głos bruneta, który wszedł do kuchni.

-Ukatrupić? -zapytałem słodkim tonem. Jordan parsknął śmiechem i ukrył szeroki uśmiech za kubkiem herbaty.

-Xavier! -warknęła moja siostra. Przewróciłem oczami i pokazałem chłopakowi by usiadł, przy okazji przyglądając mu się. Blada cera, duże oczy koloru ciemnej czekolady i brązowe włosy z jaśniejszymi przebłyskami. Nie był jakoś szczególnie umięśniony, ale nie miało się zarzutów do jego szczupłej sylwetki.

-Przecież wiesz, że nie zrobię tego. Chyba że mnie wkurzy, wtedy to inna sprawa...

-Wtedy to znajdź inny sposób! -syknęła dziewczyna poprawiając swoje czarne włosy.

-Ale...

-Xavier!

-No dobłłłaa... - mruknąłem i podałem chłopakowi kubek z kawą.

Brunet cicho podziękował i napił się ciemnego napoju.

-Jak masz na imię? - spytała go moja siostra.

Przez chwilę chłopak zastanawiał się czy odpowiedzieć, ale w końcu wydusił z siebie:

-Oliver.

-Oswajanie księżniczki część pierwsza -mruknąłem i usłyszałem jak ktoś się krztusi. Słodkie mordercze oczęta bruneta skupiły się na mnie.

-Nie nazywaj mnie księżniczką.

-Jak sobie życzysz Wasza Wysokość -odparłem patrząc na niego z wyzwaniem.

Oliver tylko uderzył czołem o blat stołu.

-Boże widzisz, a nie grzmisz... - mruknął.

-Lucyferku ty bezbożniku! Do spowiedzi za łamanie dekalogu! -wykrzyknąłem. Pomieszczenie wypełnił zbiorowy śmiech. Brązowe oczy wydawały się wątpić w moje zdrowie psychiczne, posłałem mu drapieżny uśmiech.

-Nie przejmuj się nim -podszedł do niego Will i do objął. -Xavek ma to do siebie, że trudno go zrozumieć.

-Mojego imienia się bardziej nie zdrabnia -fuknąłem wydymając usta.

-Właśnie widzę -mruknęła moja księżniczka. Posłałem mu chłodne spojrzenie.

-Po południu pojadę do miast, więc jak zawsze piszcie na kartce co potrzebujecie. Uwzględnijcie jeszcze naszego gościa -powiedziałem dopijając kawę.

-Nie mogę z tobą po prostu jechać? - spytał, a jego oczy zamigotały. Ktoś tu ma niecne plany, pomyślałem wstając i podchodząc do niego.

-Kochanie nie jestem głupi. Nawet jeśli bym się zgodził, jeden zły ruch i po tobie. Lepiej to zapamiętaj -w moim głosie dało się wyczuć niebezpieczną nutkę. Chłopak zadrżał lekko i przekrzywił głowę by spojrzeć mi prosto w oczy.

-Nie jestem głupi. To mogę?

-Will jedziesz z nami -powiedziałem prostując się. -Jade co powiesz na spacer?

-Tak!!!

*

Usiedliśmy na ławce z lodami. Dziewczynka była zachwycona. Patrzyłem jak kończy rożka i podbiega do stawu. Obserwowałem ją kątem oka ciesząc się słoneczną pogodą.

W parku byliśmy dwie godziny po czym wolnym krokiem ruszyliśmy z powrotem. W połowie drogi dziewczynka zrobiła słodkie oczy bym ją wziął na barana.
Weszliśmy do domu i ruszyłem do salonu, gdzie zostawiłem Jade i ruszyłem do swojej sypialni. Ogólnie całe ostatnie piętro, potoczny strych należało do mnie. Lubiłem tą dawkę prywatności, którą oczywiście moja "rodzinka" miała to w dupie.

Wziąłem szybki prysznic, po czym ubrany w czarne jeansy i koszulę stanąłem przed lustrem. Sięgnąłem do szafki po soczewki. Chwilę później miałem ciemno szare oczy. Uśmiechnąłem się do swojego odbicia i biorąc parę błękitnych soczewek ruszyłem do pokoju, w którym powinien być chłopak. Po zapukaniu wszedłem do środka. Brunet siedział zwinięty w fotelu i czytał jakąś książkę. Podniósł na mnie pytający wzrok.

-Czas na zmianę księżniczko -oznajmiłem rzucając mu pudełeczko z soczewkami.

-Po co niby?

-System bezpieczeństwa -odparłem przypatrując się mu -Za chwilę jedziemy więc po prostu załóż je i idziemy.

Chłopak warknął coś pod nosem i biorąc pudełeczko poszedł na chwilę do łazienki.

-Wole swoje brązowe oczy! - krzyknął z łazienki.

-Nie każe ci w nich umierać do cholery -warknąłem.

-Dobraaa...Idęęę...

Gdy zeszliśmy na dół i weszliśmy do salonu zobaczyłem Jordana siedzącego na Will'u. Chłopaki grali na konsoli, ale po co ta dziwna pozycja? Lepiej nie pytać. Czasami można przy nich oszaleć. Nie mniej jednak uwielbiałem ich. I nie pozwolę ich nikomu skrzywdzić.

-Willuś nie chcę ci przerywać tej romantycznej sceny, ale jedziemy.

-Już idę! Jordan złaź ze mnie! - niebieskooki zrzucił z siebie przyjaciela i podszedł do mnie z szerokim uśmiechem.

*

Droga minęła nam na słuchaniu gadania Will'a, w którymś momencie miałem ochotę zatrzymać się i kazać mu wysiąść. Zaparkowaliśmy na parkingu w centrum. Odwróciłem się na fotelu by spojrzeć na dwójkę chłopaków z tyłu.

-Zaczynamy od chcicy pań czy skończymy tym? -zapytałem z powagą.

-Kończymy - stwierdził blondyn.

Wysiedliśmy z samochodu.

Przeszliśmy parę ulic aż dotarliśmy do ulicy pełnej sklepów. Ruszyliśmy oglądając wystawy.
Weszliśmy do jednego z sklepów. Chodziłem cały czas z Oliver'em by jednak w razie czego go powstrzymać od jakiegoś kontaktu.

-Masz przypadkiem przy sobie mój telefon? - brunet przeglądał teraz akurat koszule.

-Może.

-Potrzebuję go na chwilę. Spokojnie nie chcę do nikogo zadzwonić ani napisać. Po prostu przy kasie dasz mi telefon i będę mógł przynajmniej zapłacić za zakupy.

Pokiwałem głową na zgodę.

-XAV! MUSISZ TO KUPIĆ! -usłyszałem wrzask Will'a. Właściwie cały sklep go słyszał. Blondyn podbiegł do nas z białą bluzą. Patrzyłem z ni to niedowierzaniem, ni to rozbawieniem na wielki krwawy napis "LUCIFER IS MY DAD".

-Czy to jest jakaś ukryta sugestia? -zapytałem unosząc jedną brew.

-Po prostu ta bluza pasuje do ciebie! I nawet twój rozmiar! -wesoło wcisnął mi ją w ręce. -Co tam księżniczko? Wybrałeś sobie już coś?

-Jak miło mieć wybór. -mruknąłem i wrzuciłem bluzę do koszyka. Chłopcy pogrążyli się w rozmowie na temat pasującej do Oliver'a koszuli. Przewróciłem oczami i oparłem się o półki. Rozejrzałem się po ludziach napotykając wzrok jakiejś dziewczyny. Posłała mi ona przymilny uśmiech, a ja miałem ochotę rzygnąć na ilość makijażu na jej twarzy.

-Idę z Oliimmm do przymierzalni. Tym razem nie krzycz gdy ona podejdzie - wskazał  głową delikatnie na dziewczynę.

-Zostawiasz mnie z tym? -zapytałem z niedowierzaniem. Oliver patrzył na nas z niezrozumieniem, a Will posłał mi tylko pocieszające spojrzenie i pociągnął bruneta w stronę przymierzalni.
Długo nie musiałem czekać aż dziewczę niby przypadkiem przechodziło obok mnie i trzepotało rzęsami jakby coś jej wpadło do oka. Jak to się może komuś podobać?!

-Część -to się do mnie odzywa, mamoooo. Dobra zachowam zimną krew, zaraz sobie pójdzie albo chłopaki wrócą.

-Hej.

-Organizuję imprezę jutro. Przyszedłbyś?  -wypięła się jakby chciała mi wydźgać oczy cyckami. Myśl, myśl, myśl... Nie chcesz tam iść, ale jesteś dżentelmenem i nie powiesz jej tego prosto w twarz. Spojrzałem z nadzieją w stronę przymierzalni, ale po mojej pomocy nie było ani śladu.

-Em...

Oliver

-Nie pasuje mi ten kolor - jęknąłem przymierzając kolejną bluzkę podaną przez chłopaka.

-Może wreszcie się pokaż, a nie mówisz że wszystko jest zueee! -szybkim ruchem odsunął zasłonę na co podskoczyłem w miejscu. -Em...

Spojrzałem w lustro. Blondyn znajdował się za mną i miał delikatnie zaczerwienione policzka. Miałem na sobie jedynie bokserki.

-Nie mogłeś ubrać spodni? -zapytał opuszczając wzrok, a następnie zasunął zasłonkę.

-Nie mogłeś powiedzieć że chcesz mi wejść do przebieralni?

-No niby mogłem, ale kto by pomyślał, że narzekasz na koszule, a przymierzasz spodnie?!

-Narzekałem na kolor spodni! I koszuli! -usłyszałem prychnięcie i lekko oddalony głos chłopaka.

-Szczegół... -nagle zaśmiał się. Wyjrzałem zza zasłonki by zobaczyć jak wychyla się na część sklepową. -Jeśli chcesz się ze mną pośmiać to rusz się tu szybko.

Jak na zawołanie podbiegłem do chłopaka po drodze zapinając spodnie. Po wychyleniu się zobaczyłem jakąś dziewczynę opartą o pierś Xav'a, który wyglądał jakby myślał o samobójstwie.

-Myślisz, że trzeba go ratować od tej barbie?

-Nieee, chce zobaczyć rozwój sytuacji -odpowiedział blondyn z szerokim uśmiechem. 

-Alee taa blondii zgwałci go! - zaśmiałem się gdy dziewczyna mówiła coś chłopakowi. Ten spróbował się odsunąć lecz ona nie dała za wygraną przylepiając się do niego jeszcze mocniej. Ja i Will dostaliśmy napadu śmiechu, który przyciągnął wzrok chłopak. Zmrużył on oczy i skrzywił się wracając spojrzeniem do blondynki. Powiedział jej coś ta pokręciła głową z niedowierzaniem on za to z przepraszającą miną kiwał głową i spojrzał na chłopaka, który wpatrywał się w nich od paru minut. Znowu coś powiedział i czarnowłosy podszedł do nich z uśmiechem patrząc na Xav'a, a dziewczynę po prostu ignorując. I wtedy stało się coś co mnie zszokowało brunet odepchnął dziewczynę i przyciągnął do siebie szatyna wpijając się w jego usta. Blondynka otwierała i zamykała usta, a następnie krzyknęła coś i odeszła.

Blondyn pociągnął mnie w stronę chłopaków, a ja nadal nic nie mówiąc z szokiem wpatrywałem się w Xav'a.

-Co się stało księżniczce? -brunet pstryknął mi palcami przed twarzą wyrywając mnie z szoku, jednak w głowie miałem jeden, wielki znak zapytania. -A ty zdrajco czemu mnie nie uratowałeś jakoś? Ja się czułem molestowany i nie jest to śmieszne! Jej ręka była tam gdzie nie powinna...

Wzdrygnął się patrząc oskarżycielsko na śmiejącego się Will'a i szatyna.

-Może wrócę do przymierzalni - mruknąłem zauważając, że stoję po środku sklepu jedynie w spodniach i butach.

-Ej! Czekajjj! - zatrzymał mnie obcy szatyn. -Ja cię chyba skądś znam...Jak się nazywasz?

Odpowiedzieć?
Nie odpowiedzieć?
Odpowiedzieć?
Nie odpowiedzieć?

-Oliver Nolan... -usłyszałem jęk. Spojrzałem na Xav'a, który wpatrywał się we mnie z mieszaniną emocji.

-Nie mówcie, że to syn tego reżysera, błagammm...

-Mówiłem, że nie chcecie mnie porywać - wystawiłem mu język i tym razem z powodzeniem ruszyłem do przebieralni.

Xav

Patrzyłem jak chłopak się oddala. Pokazałem Will'owi by za nim szedł podając mu jeszcze telefon chłopaka.

-No, no... widzę, że nieźle się bawisz -usłyszałem głos Jake'a. Spojrzałem na niego z chęcią mordu. Ten uniósł ze śmiechem dłonie w górę. Pokręciłem głową starając się wymyślić co zrobić. Wybrałem jeszcze parę rzeczy i opuściłem sklep. Napisałem Will'owi, że mogą robić z chłopakiem co chcą, a jak skończę zakupy to napiszę do niego.

W ten sposób wylądowałem z Jake'm na dziale kobiecym szukając pieprzonego tuszu do rzęs. Szatyn skakał wesoło między alejkami nie przejmując się krytycznymi spojrzeniami innych.

-A mogę wziąć Nolan'a do siebiee? - wychylił się w moją stronę zza jednej z półek. -Słodki jest.

-Po jego minie przedtem twierdzę, że nie jest zainteresowany mężczyznami i nie oddam ci go -odparłem znajdując wreszcie odpowiedni kosmetyk i ruszyłem z koszykiem w dłoni do kasy. Po opuszczeniu sklepu skierowaliśmy się do kawiarni. Napisałem do Will'a, a Jake zamówił nam w tym czasie kawę i ciasto.

-Po co ci on...? Skoro nawet nie jest gejem! W dodatku...Porwałeś go?!

-Drzyj się dalej -sarknąłem upijając łyk kawy. -I to samo pytanie do ciebie. Po co ci on jak ty też nie jesteś gejem?

-Jestem w połowie, więc...A on jest taki uroczy i słodziaśny. W dodatku bardzoooo sławny i bogatyyy.

-Bo tylko na to się patrzy... -naszą rozmowę przerwało pojawienie się zdyszanego Will'a. Podbiegł on do mnie i zaczął przepraszać. -Zamknij się. A teraz mów o co chodzi. I gdzie jest Oliver.

-On...uciekł.

-Jak to uciekł?! - warknąłem podnosząc się z miejsca. -Miałeś go do cholery pilnować.

-Tylko na chwilkę się odwróciłem, a on zniknął...Ma przy sobie telefon.

-Jeśli zgłosi to na policje to mamy kurwa przesrane -utkwiłem morderczy wzrok w blondynie. Ten wydawał się obawiać mojego wybuchu, który mógł nastąpić. -Do auta.

-Xev jak myślisz. Ma on facebook'a na telefonie? -spojrzałem na szatyna wahając się czy go nie uderzyć.

-Co mnie to obchodzi?!

-Mogę go namierzyć.

-To zrób to! -zostawiając pieniądze na blacie ruszyliśmy w stronę parkingu.

*

-To tu? -zapytałem chcąc się upewnić. Jake potaknął na co zaparkowałem. Każąc im zostać w samochodzie ruszyłem w stronę budynku z myślą o zabiciu pewnego wkurzającego bruneta. Ominąłem furtkę i zadzwoniłem do drzwi.

Otworzył mi mężczyzna w podeszłym wieku. Ubrany był w elegancką koszulę i spodnie, czarne, garniturowe. Spojrzał się na mnie jasnoszarymi oczami.

-Pan jest znajomym Oliver'a? -posłałem mu uprzejmy uśmiech.

-Tak. Jest w domu?

-Niedawno wrócił. Powinien być w kuchni. - mężczyzna zaprowadził mnie do wspomnianego pomieszczenia.



Dom, a raczej willa była ogromna i przestronna. Dodatki drewna i jasnych kolorów były idealnym połączeniem. Kuchnia była także w stylu takim jaki dom. Prawie cała biało kremowa z dodatkami drewna. Na jednym z krzeseł barowych siedział brunet ubrany jedynie w spodnie dresowe. Nie miał już soczewek i patrzał się na mnie czekoladowymi oczami. Dał sygnał staruszkowi by odszedł, a on sam z lampką szampana spojrzał na mnie.

-Serio? Co ty się tak uczepiłeś mnie jak rzep psiego ogona? Przecież nie zadzwoniłem na policje i nie mam takiego zamiaru.

-Mam na to tylko twoje słowo i jakoś mnie to nie przekonuje -odparłem chłodnym tonem. Pewnie dałbym mu spokój, gdyby nie to że po prostu mu nie wierzyłem. 

-A jak mam ci kurde to uświadomić? Mam pracę, studia. Nie zostawię tego przez to, że  mnie porwaliście!

Westchnąłem podchodząc do niego, gdy byłem za nim wyciągnąłem przygotowaną wcześniej strzykawkę i wbiłem ją w ramię chłopaka. Ten syknął i chciał się wyrwać lecz przytrzymałem go w miejscu. Czując jak się rozluźnia szybko napisałem karteczkę, że wyjeżdża ze znajomymi, a następnie z chłopakiem na rękach opuściłem budynek nie natrafiając na staruszka. Posadziłem go z tyłu ku radości Jake'a. Wsiadłem za kierownice i odjechałem.

Oliver

Obudziłem się czując pulsujący ból w głowie. Czułem się jakbym miał ogromnego kaca. Przetarłem ręką oczy i usiadłem na łóżku. Rozejrzałem się po pokoju.

-Chyba sobie kurwa żartujecie?! - krzyknąłem gdy poznałem pokój w posiadłości tej dziwnej grupki osób. -Pieprzeni porywacze!

Wstałem  i podszedłem do drzwi. Nacisnąłem klamkę i mocno szarpnąłem. Nic. Zostałem zamknięty w tym pokoju. Wkurzony uderzyłem głową o drzwi.


Nagle usłyszałem szczęk otwieranych drzwi, więc odsuwając się spojrzałem na szatyna, który się w nich pojawił.

-Nie krzycz księżniczko. Złość piękności szkodzi - powiedział i podał mi tace na której znajdował się kubek z kawą i talerzyk z kanapkami. -Jest pora śniadaniowa, ale Xav nie pozwolił cię wypuszczać...No więc przyniosłem ci śniadanie tu!

Westchnąłem. Ten chłopak był dziwny.

-Dzięki - mruknąłem odbierając śniadanie i kładąc je na jedną z komódek.

-Będę tu zaglądał byś się nie zanudził słoneczko! - pomachał mi energicznie. -Łap!

Rzucił w moją stronę coś małego. Jak się okazało była to mp4 z słuchawkami.

-Jak się będziesz bardzo nudził, to chociaż przy dobrej muzyce - zaśmiał się i wyszedł. Przejrzałem playliste i stwierdziłem, że może nie umrę z nudów. Położyłem się na łóżku z kubkiem w dłoni i zacząłem rozmyślać. W co ja się wpakowałem? Czy teraz będzie jak w tych wszystkich filmach, gdzie porywają kogoś i żądają okupu? A może jestem tu dla jakiejś chorej satysfakcji zielonookiego? Chciałem do domu. Może i byłem tam samotny, ale przynajmniej czułem się bezpieczny.

Parę godzin później przyszedł do mnie Jake. Chłopak ciągle o czymś nawijał, a ja po prostu błądziłem myślami w głowie.

-Jakiej jesteś orientacji? -to pytanie wybudziło mnie całkowicie z myśli.

-Słucham?

-Jakiej jesteś orientacji? - powtórzył patrząc się z zaciekawieniem na mnie.

-Nie wiem... - mruknąłem przytulając się do poduszki. Chłopak posłał mi zdziwione spojrzenie.

-Serio? Masz ponad 20 lat i nie wiesz? Powiedz jeszcze, że jesteś prawiczkiem, a złoże śluby czystości -zakpił.

-To zacznij składać - uśmiechnąłem się do niego złośliwie.

-Ty nie żartujesz?!

Pokręciłem jedynie głową przypominając sobie początek szesnastych urodzin. Matka wtedy angażowała się w moją przyszłość. Miałem mnóstwo podpisanych kontraktów z gazetami, fotografami i studiami modelingu. Mnóstwo dziewczyn wtedy leciało na mnie, ale każda była taka sama. Tylko pieniądze, sława, wygląd, nic poza tym. Z żadną nie byłem dłużej niż trzy tygodnie. Powtarzało się to do dziewiętnastu lat. W końcu miałem dość i przestałem się nimi interesować w jakikolwiek sposób.

-Ile masz tak właściwie lat? -zapytał szatyn przeczesując dłonią swoje włosy.

-Dwadzieścia dwa - powiedziałem. Rozmowa zeszła na luźniejsze tematy. W końcu czułem się normalnie. Pod wieczór do pokoju weszła czarnowłosa dziewczyna, która była siostrą zielonookiego głupka.

-Xav wyszedł więc zejdźcie do salonu, a nie się czaicie tu.

Jake wstał rozciągając się i ruszył do drzwi. Odsunąłem się od okna i ruszyłem za szatynem.

-Księżniczka powróciła! - wykrzyknął kolorowowłosy.

-Co wy macie z tą księżniczką? - spytałem zirytowany monotonnym przezywaniem mnie.

-Lubią irytować ludzi -odparła zielonooka siadając na sofie. Czarnowłosa dziewczynka za to podeszła do mnie z nieszczęśliwą minką.

-To ty wkurzyłeś wujusia?

-Chyba tak. Ale wiesz wujuś mnie tez wkurzył. Wiec jesteśmy kwita.

-Mój brat ma dobre chęci, ale czasem cóż... źle do nich dąży -powiedziała przepraszająco jego siostra.

-Nie widzę dobrych chęci w porywaniu mnie -mruknąłem siadając na kanapie obok kolorowowłosego, który grał na konsoli.

-On nie wierzy, że nie zgłosisz tego choć trzeba przyznać, że teraz chyba nawet pogorszył sytuacje -powiedział ze zmęczeniem Will. W pomieszczeniu zapadła cisza.
Niebieskowłosy po skończonej rundzie podał mi pada przez co odciągnąłem trochę swoje myśli od tego wszystkiego.

Kolorowowłosy jak się okazało nazywał się Jordan Razem z nim i Will'em zaczęliśmy grać wspólnie w jakąś strzelaninke.

-Jorduś założę się że cię pokonam! - krzyknął blondyn.

-Chciałbyś! I NIE NAZYWAJ MNIE "JORDUŚ"!

Chłopaki zachowywali się jak rodzeństwo. Gdybym ich kiedykolwiek wcześniej spotkał, na pewno bym nie porównał ich do 'porywaczy'. No może Xav'a. Wiem, że to trochę chamskie porównywać kogoś do porywacza lub kryminalisty, ale zielonooki na takiego wyglądał.

*

-Zamawiamy pizze - odezwał się Nathan. -Ktoś widział królewicza od księżniczki?

-Wciąż nie wrócił -odparł leżący na dywanie Mikey. Mia zeszła właśnie ze schodów, bo była położyć małą. Posłała nam lekki uśmiech i wskazała piętro.

-Wrócił. Poprzeklinał na was i zniknął u siebie.

-Trzeba mu kraty wstawić w okna -mruknął Nathan.

-Zabiłby cię -odparł blondyn.

Nie chcąc słyszeć kolejnej kłótni chłopaków poszedłem do kuchni. Do czajnika nalałem wody i wstawiłem ją by zaparzyć sobie kawę. Z czarnym napojem ruszyłem do swojego pokoju.

Usiadłem w fotelu, który stał tak że mogłem patrzeć za okno i z słuchawkami w uszach i ciepłym napojem wpatrywałem się w nocne niebo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Layout by Raion